poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 04

Pochyła czcionka = retrospekcja.

---------------------------------

Gdy byłam jeszcze dzieckiem nauczycielka w szkole zapytała mnie czy boję się potworów. Bez żadnego zastanowienia odpowiedziałam jej, że nie, na co ta zaskoczona moją odpowiedzią zapytała dlaczego. Moja odpowiedź była prosta.
Nie bałam się potworów bo bałam się ludzi. Ludzie są gorsi niż potwory.
Potrafią jednego dnia wbić ci nóż w serce, a drugiego wstać z uśmiechem na twarzy i zadzwonić bezczelnie z zapytaniem "co u ciebie?". Czy tak nie robią tylko prawdziwe potwory?
Coś czającego się w nocy w szafie lub pod łóżkiem jest tylko naszą wyobraźnią* z dzieciństwa, która z wiekiem dorastania znika, niestety- ludzie nie znikają.
Czy to nie jest przykre, że człowiek potrafi zrobić drugiemu człowiekowi krzywdę tylko dlatego, że ma lepiej od niego?
Czy nie powinniśmy się cieszyć szczęściem innym?
Czy nie ironią jest to, że mówię o ludziach jak o potworach kiedy sama nim jestem?
Niestety, niektórzy stają się potworami nie ze swojego wyboru.



15 sierpnia 2003 r.


Skuliłam się w rogu pokoju bezskutecznie próbując uwolnić się od krzyków moich rodziców. Im mocniej przyciskałam moje małe dłonie do uszu by je zagłuszyć tym dźwięki dochodzące z dołu wydawały się coraz głośniejsze.

 - Wracasz do domu pijany i myślisz, że rzucę ci się w ramiona?! Jesteś cholernym nieudacznikiem!- słyszę krzyk mojej mamy, ale nie ruszam się z miejsca bo wiem, że nie mogę.
 - Jesteś nic nie wartą suką!- mój tato krzyczy coraz głośniej. Chciałabym zejść na dół i poprosić rodziców, żeby się nie kłócili, ale mama zawsze każe mi iść do swojego pokoju gdy tylko tato wraca do domu. Dawno już nie widziałam mojego taty.
Odgłos tłuczonego szkła, przewracającego się krzesła i płaczu mamy towarzyszył mi codziennie i nie potrafiłam się od nich uwolnić. Nie rozumiałam dlaczego tato tak bardzo krzyczy na mamę, przecież ona była grzeczna.
Nagle jak za odjęciem czarodziejskiej różczki cały hałas zniknął. Otworzyłam oczy, które tak mocno zaciskałam przez cały ten czas i uwolniłam uszy od moich rąk by upewnić się, że na prawdę wszystko ucichło. Wstałam niepewnie i podeszłam do drzwi łapiąc za klamkę. Chciałam wyjść z pokoju, ale zawahałam się.
To zawsze mama przychodziła do mnie i mówiła mi kiedy mogę już wyjść, ale tym razem jej nie było, a ja naprawdę chciałam zobaczyć tatę.
Wyszłam na korytarz i pomału zeszłam po schodach, starając się przy okazji, żeby nie wydać żadnych głośniejszych dźwięków. Zastanawiałam się czy tatuś już sobie poszedł. Zazwyczaj kiedy wychodziłam ze swojego pokoiku już go nie było, ponieważ mama go wyrzucała, lub zabierali go panowie policjanci.
Weszłam pomału do kuchni, gdzie zastałam bardzo dziwny widok. Mój tatuś klęczał obok mojej mamusi, która leżała na ziemi. 
 - Tato, czy mama zemdlała?- zapytałam wchodząc głębiej do kuchni. Mężczyzna odwróciłam głowę gwałtownie w moją stronę jakby nagle przypomniało mu się o moim istnieniu.
Gdy wstał, udało mi zobaczyć ogromną czerwoną plamę zbierającą się obok głowy mojej mamy. Czy to krew?
 - Tatusiu, co się stało mamie?- zapytałam, a w moich dziecięcych oczach pojawiły się łzy. - Dlaczego ona się nie rusza?- zapytałam.
 - Idź na górę!
 - Ale, tato...
 - Powiedziałem, idź na górę!- krzyknął, przy okazji strącając ze stołu wazon w którym znajdowały się stokrotki. Sama je zerwałam.
Popatrzyłam ostatni raz na przerażający widok przede mną i ruszyłam pędem do góry bo wiedziała, że jak tato jest zły to może mi coś zrobić.
W ten dzień ostatni raz widziałam moją mamusię.


~*~

Leżałam na kanapie, wpatrując się w cholerny sufit, ponieważ jak na razie nie potrafiłam znaleźć sobie lepszego zajęcia, a przez tych debili nie mogłam pooglądać nawet telewizji.

Iwo wraz z Cody'im przekomarzali się która drużyna piłkarska jest lepsza i dlaczego, a ja jedyne co miałam ochotę teraz zrobić to pozbyć się i jednego i drugiego.
Czy oni do cholery mogą się zamknąć?!
 - Boże, jaki z ciebie idiota! Jak możesz sądzić, że Manchester United jest lepsze?!- krzyknął Iwo, łapiąc się przy okazji za głowę.
 - Nie dramatyzuj tak bo majtek nie dopierzesz- mruknęłam. Podniosłam się z miejsca i opuściłam pokój czując na sobie mordercze spojrzenia Collins'a.
Weszłam do kuchni, odłączyłam mój telefon od ładowarki i przy okazji sprawdziłam czy nie miałam żadnej nowej wiadomość lub nieodebranego połączenia.
Minęły już cztery dni odkąd spotkałam się z Calum'em i nie dostałam jeszcze do tej pory, żadnego znaku życia od niego. Zastanawiałam się już powoli czy czasami nasz plan szlak jasny nie trafił i czy to ja powinnam do niego zadzwonić czy coś.
Postanowiłam, że jeśli do końca dnia się nie odezwie, to ja to zrobię.
Zabrałam mój telefon wraz z jabłkiem i ruszyłam do swojego pokoju z zamiarem zaszycia się w moim ciepłym łóżku i oglądania Supernatural.
Gdy tylko weszłam do sypialni, mój telefon wydał dźwięk, który mówił o nowym połączeniu. Odebrałam nawet nie sprawdzając kto to, bądźmy szczerzy, wszyscy wiemy kto to.
 - Halo?- zapytałam, przykładając telefon do prawego ucha. Spojrzałam na moje łóżko, na którym były jakieś książki i ciuchy, więc jednym machnięciem ręki zrzuciłam wszystko na ziemię.
Później to posprzątam.
 - Miło cię znowu słyszeć, Grace.- usłyszałam miękki głos Calum'a na co się uśmiechnęłam.
Tak bardzo naiwny.
 - Hej. Długo się nie odzywałeś- stwierdziłam. Usiadłam na łóżku i podrzuciłam jabłko w jednej ręce.
 - Musiałem coś załatwić. Za miastem- uciął szybko. Zmarszczyłam brwi i szybko podniosłam się z łóżka.
Za miastem? Dlaczego nic nie wiem, że on w ogóle opuścił Sydney? Jak widać chłopacy zawsze odwalają dobrą robotę.
 - Mam nadzieję, że to nic złego- powiedziałam, przy okazji mając nadzieję że nie wyczuje w moim głosie złości.
 - Nie. Po prostu- westchnął.- Musiałem załatwić broń- przyznał się. Broń? To nie wróży nic dobrego.
 - Oh...- mruknęłam cicho.
 - Wiem, że to dla ciebie nowość, ale mam nadzieję, że nie będziesz mnie osądzać czy coś.- usłyszałam zmieszanie w jego głosie.
Gdybyś tylko wiedział jaka to dla mnie "nowość".
 - Nie. Oczywiście, że nie- uśmiechnęłam się.- Może się spotkamy?- zapytałam, spoglądając na zegarek, który wskazywał siedemnastą osiem.
 - Pewnie. Może pod ciebie podjadę? Tylko musisz mi podać adres- powiedział, a ja zbladłam. Co mam mu powiedzieć?! Cholera.
Myśl Grace, myśl.
- Yyy... Może spotkamy się pod tą kawiarnią w której widzieliśmy się ostatnio? Muszę coś załatwić na mieście- odpowiedziałam. Czekałam na jego odpowiedź z nadzieją, że nie wyczuł w tym nic podejrzanego.
 - Pewnie, spotkajmy się o dwudziestej, dobrze?- zapytał. O dwudziestej?
 - Okay, do zobaczenia.
 - Pa.- odłożyłam telefon i zmarszczyłam brwi. Czas postawić chłopców do pionu.

~*~

 - Co do cholery robiliście przez cały weekend?- zapytałam, spoglądając na nich.
 - Oglądaliśmy telewizor.- odparł jak gdyby nigdy nic Iwo.
Zaraz czymś rzucę, i to prosto w niego.
 - Oglądaliście telewizor? A czy może, któryś z was wie, że w weekend Hood był poza miastem? I to po zapas broni?
 - Czekaj- powiedział Cody.- Skąd to wiesz?
 - Sądzę, że odpowiednie pytanie powinno brzmieć: Dlaczego wy nie wiecie?- założyłam rękę na rękę i zmierzyłam ich wzrokiem. Okay rozumiem, można się rozerwać, jesteśmy jak rodzina, a rodzina to nie tylko interesy. Ale bądźmy szczerzy- broń nie oznacza nic dobrego.
Oznacza zagrożenia, o którym powinniśmy wiedzieć. Wiedzieć, a potem je wyeliminować.
 - To nie możliwe, obserwujemy ich przecież- odpowiedział Iwo, który przy okazji wstał z miejsca. Chciałam coś jeszcze dodać, ale do pokoju wszedł Aaron, a po jego minie można było wywnioskować, że nie wróżył nic dobrego.

~*~

Calum's POV

 - Sprawdziłeś ją?- zapytałem chyba już milionowy raz mojego przyjaciela. Ashton siedział przy laptopie przeszukując wszystkie możliwe źródła informacji przy okazji w spokoju znosząc moje pytania. Jakim cudem one go nie wkurzały? One nawet mnie już zaczęły wkurzać.
 - Tak, sprawdziłem ją- mruknął cicho.- Dziesięć razy- dodał po chwili.
Westchnąłem.
 - Przepraszam stary, wiesz, że chcę mieć pewność- przetarłem oczy rękoma.
 - Jak każdy normalny dzieciak chodziła do szkoły, potem zmarła jej matka, a ojciec poszedł do paki. Siedziała trochę w domu dziecka, ale wreszcie przygarnął ją jakiś wujek- powiedział i zamknął laptopa.- Calum, jeszcze dobrze jej nie poznałeś, widzieliście się raptem razy i już ją sprawdzasz? Co z tobą?
 - Nie wiem, chyba to głupie, ale nie mam ochoty was narażać, pamiętasz jak...
 - Calum- chłopak mi przerwał mierząc surowym wzrokiem. - Temat Alice jest skończony. Było, minęło.
 - Wiem, ale chce być pewny.
 - W razie czego zapomnę, że to dziewczyna i skopie jej tyłek- zaśmiał się, a ja razem z nim. 
 - Ashton?- zapytałem gdy chłopak już podnosił się z miejsca przy okazji zwracając jego uwagę.
 - Tak?
 - Ta rozmowa i cała reszta zostaje między nami. Rozumiesz?
 - Jasne Azjato- zaśmiał się.- Nikt się nie dowie, że jego szef jest mięczakiem.
 - Pierdol się Irwin- mruknąłem.- I jeszcze coś! Nie jestem Azjatą idioto!- zawołałem na co obaj po chwili wybuchnęliśmy śmiechem. 
Ashton wyszedł z pokoju, a ja spojrzałem na zegarek, który wskazywał równo dziewiętnastą dwadzieścia, co oznacza, że za czterdzieści minut widzę się z Grace. Spotkaliśmy się na razie tylko raz, a ona już zdążyła mnie nieźle zainteresować. Normalnie dziewczyny, które dowiadywały się kim jestem, uciekały gdzie pieprz rośnie. Chyba, że były to - ładnie mówiąc - dziewczyny lekkich obyczajów lub po prostu taki, którym zależy tylko na seksie. 
Ale on na taką nie wyglądała, tym bardziej zdziwiło mnie, że chciała się ze mną spotkać pomimo tego, że wie czym się zajmuję.
To może być bardzo interesujące.


*chyba, że oglądasz supernatural jak ja to w tedy pamiętaj,że nawet ruszająca się firanka przy otwartym oknie jest podejrzana!


_________________________________________________________

Pozwalam wam śmiało na wszelką krytykę w stronę mojej osoby. Dosyć, że ostatni rozdział pojawił się ponad miesiąc temu to na dodatek to coś (tak chodzi mi o ten rozdział) w ogóle nie powinno być opublikowane jest krótko mówiąc do dupy i powinien zostać gdzieś głęboko zakopany.
Zawiodłam was dlatego postanowiłam wziąć się w garść. Rozdziały od dzisiaj będą pojawiały się w weekendy co tydzień lub dwa i będę się tego trzymać (obiecuję, że będę się mocno starać, żeby was nie zawieść). Mam nadzieję, że nie jesteście bardzo źli gdyż opóźnienie nie wynika tylko z tego, że nie potrafiłam wziąć się w garść, ale niestety mój laptop umarł [*].
To cud, że go uruchomiłam i się nie zapalił (btw chyba jest za gorący ale to szczegół xd). Do następnego (który mam nadzieję, że będzie lepszy!).
Ps. Przypominam, że możecie tweetować z #TheGameFF (odnośnik znajduję się z boku jakby nie chciało wam się wchodzić na tt czy coś xd)

7 komentarzy:

  1. Jupijej rozdział :)))
    Co ty człowieku masz do rozdziału??? MI SIĘ PODOBA!!! I nie wiesz jaka jestem w skowronkach że rozdziały będą częściej normalnie chyba zacznę tańczyć XD
    Ale bardziej serio to ta historia o zabójstwie... Aaaa szkoda pisać... Geniusz... I ten Ashton...hahaha Ty azjato
    Okey chyba skończę żeby nie przynudzać...
    Życzę Ci kochna weny i do następnego ♥ ♥ ♥ Mentally

    OdpowiedzUsuń
  2. Już myślałam, że się nie doczekamy na ten rozdział, no ale jest ♥ Szkoła to okropna sprawa i dopiero teraz mam chwilkę czasu, żeby skomentować :c
    Rozdział super, choć trochę krótki... xD Nie żebym marudziła, ale rozumiesz, za szybko się skończył :c Ale skoro mają być teraz dodawane tak regularnie, to wybaczę ♥ Miejmy tylko nadzieję, że uda Ci się wyrobić z terminami, bo ja sama też praktykuję zasadę "co drugi weekend" i czasami jest ciężko xD
    Jeju, moment z przeszłości jest świetny, choć oczywiście smutny. Sporo spraw rozjaśnia. A Calum taki mądry, sprawdza Grace, choć chyba mu to nie wychodzi :D
    Czekam na następny rozdział, ich spotkanie i życzę duuużo weny xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku. *-*
    Właśnie przeczytałam poprzednie rozdziały. ♥
    Masz taki ładny styl pisania. ♥ Bardzo mi się podoba. ♥
    I nie jesteś maszyną, każdy zrozumie, że masz własne życie, problemy i obowiązki, a chwili odpoczynku tez potrzebujesz. ;) Także, jeśli nie wstawisz rozdziału co tydzień lub dwa to nic takiego się nie stanie. <3 Na takie cudeńka możemy poczekać. ♥ I rozdział był hiwhiwnc. *o* Cudowny, wspaniały i genialny. ♥ Więc nie waż mi się tego krytykować! :o Życzę weny na kolejne rozdziały. ♥ Postaram być stałą komentatorką jednak nie zawsze mi to wychodzi. :c Ale postaram się! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh, to wspomnienie Grace było takie smutne :( Bardzo fajny rozdział, nie mogę się już doczekać spotkania Caluma i głównej bohaterki :) Do zobaczenia! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG, to opowiadanie jest cudne. Lubię czasem poczytać coś w tak mrocznych klimatach, a akurat trafiłam tutaj. <3
    Podoba mi się nie tylko pomysł, ale również wykonanie. Jedyną wadą jest długość rozdziałów, ponieważ są zdecydowanie za krótkie!
    Główna bohaterka już od samego początku jest strasznie wiarygodna. Jak w większości ff postacie są przesadzone, osoba tak jak Grace może gdzieś tam sobie żyć. Chcę jak najszybciej wiedzieć, jak to się stało, że trafiła do gangu. Coś musiało się stać i z pewnością było to związane z tym momentem, gdy chciała umrzeć.
    Łączę się z nią w bólu. Różowy jest ohydny. Fe, fe.
    Czekam na kolejny rozdział i kolejne spotkanie Caluma z Grace. <3

    + Zapraszam do siebie w wolnej chwili cios-przeszlosci

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny <33. Kiedy dodasz następny rozdział??

    OdpowiedzUsuń