czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 03

Siedziałam na łóżku śledząc poczynania Rebecca'i i zastanawiając się przy okazji jak posprzątam ten cholerny bałagan wywołany jej pomocą.
Ale wiecie taka pomoc przez taki ogromny cudzysłów.
Gdy tylko odpisałam Calum'owi na wiadomość, która zawierała w sobie potwierdzenie naszego spotkania i oznajmiłam to wszystkim, którzy zgromadzili się w salonie to Preston zdecydowała, że musi wybrać mi ciuchy i nie przyjmuje żadnych sprzeciwów, a nawet jeśli będzie trzeba to zabierze mnie na szybkie zakupy.
Szybkie zakupy w jej przypadku to było minimum cztery godziny dlatego modliłam się, żeby coś znalazła u mnie lub - w naprawdę bardzo, bardzo nagłym przypadku - u siebie.
 - Czy masz w szafie coś co nie jest czarne, szare lub białe?- jęknęła wyrzucając kolejną koszulką z mebla.
 - Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na randce okay? Nie wiem nawet czy to spotkanie mogę nazwać randką, więc po co miałby mi być potrzebne jakieś szykowane stroje?- zapytałam ją i opadłam na łóżku wpatrując się w sufit.
 - Ale, żeby do cholery nie mieć w szafie żadne sukienki lub szpilek?!- odwróciła do mnie głowę i spojrzała na mnie karcąco na co wzruszyłam ramionami.
 - Becca, my idziemy spotkać się do kawiarni, a nie na jakiś cholerny bankiet! Po co mi szpilki i sukienka do kawiarni?!- zapytałam mając przy okazji nadzieję, że do mojej koleżanki wreszcie coś dotrze, ale niestety na marne. Czasami mam wrażenie, ze dookoła swojego mózgu ma wybudowany jakiś cholerny Mur Chiński przez co jak się uprze to nie ma zmiłuj się.
Zacznijmy od tego, że nie wiem nawet czy ona w ogóle posiada mózg.
Można żyć bez mózgu?
 - I jak dziewczyny? Wybrałyście już odpowiednią bieliznę?- do pokoju wparował uśmiechnięty Iwo.
Cóż witaj odpowiedzio na moje pytanie. Można żyć bez mózgu.
 - Jasne po co pukać, wchodź, czuj się jak u siebie.- mruknęłam na co brunet wreszcie przeniósł wzrok na mnie i burknął coś pod nosem.
Dzisiaj rano zawarliśmy z Iwo taki mocno naciągany rozejm więc mogę na razie czuć się bezpieczne przez jakieś kolejne trzy godziny.
Dobrze, że za dwie wychodzę.
 - Bieliznę?- rzuciła oburzona Preston.- To dopiero na drugiej randce idioto.- mruknęła i wstała z podłogi.
Jakim cudem, żyje w tym domu wariatów i jestem jeszcze normalna?
 - Zaraz przyjdę, przyniosę coś ze swojej szafy.- oznajmiła nam i wyszła z pokoju zostawiając cały bałagan.
Ona tego jeszcze nie wie, ale uświadomię ją, że będzie to sprzątać.
Po pięciu minutach brunetka wróciła i rzuciła we mnie ubrania czego się nie spodziewałam więc nie zdążyłam ich złapać i wylądowały dosłownie na mojej twarzy.
 - Włóż to.- powiedziała i złapała Iwo za rękę przy okazji wyprowadzając go z pokoju bym mogła się przebrać.
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy by nogą odsunąć wszystkie ubrania na bok tak bym miała dostęp do lustra. Ściągnęłam swoją niebieską koszulkę z logiem Superman'a i czarne getry oraz włożyłam ciuchy, które dała mi dziewczyna.
Miałam na sobie zwykłą szarą koszulkę z krótkim rękawkiem, bordową spódnicę, czarne zakolanówki i na to zarzuconą dżinsową kurtkę.
Szczerze muszę powiedzieć, że wyglądałam trochę dziwnie, po prostu jak nie ja, ale ładnie. Na prawdę mi się spodobało co było dużym zaskoczeniem bo nienawidzę ani sukienek ani spódnic.
Punkt dla Preston.
Zabrałam małą czarną torebkę do której wrzuciłam telefon, portfel i chusteczki i wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół. Schodząc po schodach miałam małe déjà vu związane z pierwszą imprezą.
Na dole stał Cody wraz z Aaronem czekając na mnie. Stanęłam przed nimi i spojrzałam w dół na spódnicę, a potem znowu na nich.
 - I jak? Mogę tak iść?- zapytałm, przechylając lekko głowę.
 -Wyglądasz super.- skomentował Cody, a McKinley pokiwał głową na potwierdzenie jego słów.
 - Dobra jedźcie już. Powodzenia.- odparł jeszcze blondyn, a ja się do niego lekko uśmiechnęłam.
 - Mam nadzieję, że nie będzie mi potrzebne.

~*~

Gdy otworzyłam drzwi do kawiarni nad moją głową zadzwonił dzwoneczek informując wszystkich o przybyciu nowego gościa. Zaraz po przekroczeniu progu i zamknięciu za sobą drzwi do moich nozdrzy dotarł zapach świeżo parzonej kawy i ciastek. Rozejrzałam się dookoła i gdy nie zauważyłam Calum'a postanowiłam sprawdzić mój zegarek, który wskazywał na to, że jestem o pięć minut za wcześnie w miejscu spotkania. Podeszłam do lady z zamiarem złożenia zamówienia.
 - Witam, co dla ciebie?- przywitała mnie niska blondynka z ogromnym uśmiechem na twarzy. Jej plakietka mówiła mi, że ma na imię Kate. Włosy miała związane w wysokiego kucyka, a jej czarny uniform z logiem lokalu był lekko pobrudzony czekoladą.
 - Poproszę latte.- odwzajemniłam jej uśmiech. Po tym jak zapłaciłam zaczęłam wzrokiem szukać wolnego stoliku, który znajdował się z tyłu lokalu zaraz przy oknie.
Myślę, że może być.
Znaczy tak ogólnie to to jest jedyny wolny stolik więc czy chciałabym czy nie może być ponieważ nie mam zamiaru stać jak jakaś idotka.
Ruszyłam w jego kierunku, starając się wyminąć zgrabnie wszystkie stoliki, które stały na mojej drodze. Przysięgam, że człowiek, który wymyślił rozmieszczenie tych cholernych przedmiotów chyba był na haju. Zdecydowanie powinien zmienić dilera.
Zajęłam wreszcie wolne miejsce przy okazji ciesząc się, że w czasie mojej "wyprawy" nikt nie zdążył go zająć.
Spojrzałam za okno dostrzegając ludzi przemieszczających się szybkim tempem po parku po drugiej stronie ulicy. Szczupła brunetka właśnie krzyczała na swojego syna co mogłam wywnioskować z jej mimiki twarzy oraz gestów. Wysoki mężczyzna w szarym garniturze z kępką siwych włosów na głowie uparczywie przeszukiła teczkę przy okazji przytrzymując ramieniem telefon do którego coś wykrzykiwał. Para dwóch biegaczy właśnie przecięła mój zasięg wzrokowy, ale tak szybko jak sie pojawili to tak szybko znikneli. Para nastolatków siedzących na ławce przytulali się, chłopak właśnie nachylił się do dziewczyny szeptając jej coś do ucha, na co ona zachichotała przy okazji zakrywając usta dłonią.
To mogłabym być ja, to ja mogłabym siedzieć na głupiej ławce w głupim parku z miłością mojego życia i jedyne zmarwienia jakie bym miała to egzaminy na studiach, dorywcza praca czy co założyć na imprezę.
Niestety moje zmartwienia odbiegają od normy.
Często zastanawiałam się nad tym by przestać, by po prostu rzucić to wszystko w cholerę i mogłabym wreszcie wziąć głęboki oddech i poczuć się wolną. Ale to nigdy nie nastało. To życie to cholerna pułapka w którą jeśli już raz się wplączesz to nie ma ucieczki. Możesz wynieść się stąd na drugi koniec świata, ale i tak zawsze znajdzie się ktoś kto będzie cie pamiętał wraz z twoimi błędami. A ucieczka nie jest rozwiązaniem, muszę się skonfrontować z rzeczywistością, którą wybrałam.
To był mój wybór i teraz muszę ponieść pełne konsekwencje.
 - Przepraszam, czy to miejsce jest wolne?- z moich myśli wyrwał mnie obcy głos. Odwróciłam się i już chciałam powiedzieć temu komuś, żeby spadał gdzie pieprz rośnie, ale moje oczy napotkały uśmiechniętą twarz Calum'a. Mimowolnie sama się uśmiechnęłam i sporzałam wymownie na zegarek.
 - Wiesz, byłam umówiona tu z takim jednym dupkiem, który sie spóźnia, więc w sumie możesz usiąść.- chłopak zaśmiał się i zajął miejsce na przeciwko mnie.
 - Dupek? Auć, zabolało.- tym razem to ja się zaśmiałam.- Przepraszam za spóźnienie, ale wypadła mi ważna sprawa do załatwienia.- zamrszczył nos w zdekoncentrowaniu.
 - Wybaczam. Ale następnym razem nie będę czekać.- powiedziałam i nachyliłam się bliżej bruneta, który naśladując mój ruch zrobił to samo.
 - Sugerujesz, że będzie następny raz?- zapytał poważnie, ale mogłam dostrzec na jego ustach cień uśmiechu. Pokręciłam z rozbawieniem głową.
- A chciałbyś by był?- zapytałam spoglądając w jego oczy, ale niestety nie było mu dane odpowiedzieć ponieważ przerwał nam kelner, który przyniósł nasze zamówienie.
Podziękowałam mu skinieniem głowy i przeniosłam z powrotem uwage na bruneta.
 - Ślicznie wyglądasz.- odparł upijając łyk swojego napoju na co co lekko się uśmiechnęłam.
 -Dziękuje.
- Więc co skłoniło ciebie i twoją koleżanke do przeprowadzki w takie miejsce jak to? Raczej nie opływa ono dobrą opinią.- zapytał przyglądając mi się.
Cóż, gang do którego należę, chce odebrać wam władzę, więc przeprowadziliśmy się tutaj, a ja teraz jestem z tobą na randce żebym mogła wyciągnąć od ciebie informacje i żeby łatwiej nam byłoby was pokonać.
 - Jak już mówiłam, lubimy wyzwania. A to miejsce chyba jest do tego idealne.- odesłałam moje poprzednie myśli na sam tył mojej głowy i próbowałam ciągnąć kłamstwo, które wczoraj zaczęłam.
 - Może i tak, ale w tym mieście raczej nie chodzi o wyzwania, ale raczej o niebezpieczeństwo nie sądzisz?- zamrszczył brwi spoglądając na mnie na co wzruszyłam ramionami.
No dalej Grace! Wymyśl coś!- karciła mnie moja podświadomość, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
Cholera, cholera, cholera.
 - W takim razie co ty tu też robisz?- zapytałam upijając łyk kawy.
Panie i panowie! Brawa dla mnie!
Chłopak spojrzał przez okno, a potem spuścił wzrok na swój kubek z kawą.
 - Nie sądzę, że chciałabyś to wiedzieć.- Już wiem.- Nie wiem po co w góle cie tu zaprosiłem, powinnaś trzymać sie ode mnie z daleka. Dla twojego dobra.- odparł podnosząc się z miejsca, na co chwyciłam go za rękę i pociągnęłam z powrotem na miejsce.
To sie nazywa obrót sytuacji.
Spanikowałam, ale musze do cholery coś zrobić bo inaczej cały plan będzie stracony.
 - Skąd wiesz co jest najlepsze dla moje dobra?
 - Zaufaj mi, gdybyś wiedziała kim jestem już dawno by cie tu nie było.- odpowiedział i znowu chciał wstać, ale ja znowu go zatrzymałam.
Albo ryzykuje, albo po planie. Wdech, wydech, wdech, wydech,
 - Wiem kim jesteś.- odparłam spokojnie przyglądając mu się. Oczy chłopaka powiększyły się, a on sam z powrotem opadł na krzesło na przeciwko.
 -Wiesz?- zapytał marszcząć brwi na co wywróciłam oczami.
 - A co przed chwilą powiedziałam? I widzisz? Wiem i dalej tu jestem.- rozłorzyłam ręcę i wskazałam siebie.
 - W takim razie jak już słyszałaś o mnie to dlaczego zgodziłaś się tu przyjść?
 - Wiem o tobie tylko z opowiadań ludzi z okolicy. Ale życie mnie już nauczyło, że nie zawsze to co mówią wszyscy dookoła jest prawdą. Najpierw trzeba poznać perspektywy danej osoby, a potem osądzać.- powiedziałam i podniosłam filżankę z kawą do ust przy okazji biorą z niej łyka.
 - A jeżeli to co mówią ludzie jest prawdą.
 - Nigdy to co ludzie mówią nie jest prawdą wiesz? Oni wszyscy myślą, że cie znają i mogą osądzać, ale tak nie jest. Nikt nie ma prawa nikogo osądzać bo czasami ludzie są zmuszani przez coś do złych rzeczy chociaż sami w sobie nie są źli.- odpowiedziałam i spojrzałam za okno.
Nie wiem dlaczego to powiedziałam, być może to zdanie nie nawiązywało tylko do Calum'a.

~*~

Moja ręka odruchowo zjechała do paska by upewnić się, że broń jest na miejscu.
I na szczęście była.
Oparłam dłonie na pniu drzewa i wychyliłam się tak żeby zobaczyć czy nasz cel się zbliża, ale też tak, żeby nie było mnie widać. Mały uśmiech wkradł się na moje usta kiedy zobaczyłam tego idiotę. Rozglądał się dookoła by sprawdzić czy nikt go nie przyłapie na tym co robi, ale się spóźnił, doskonale wiedzieliśmy co robił jak i doskonale wiedziałyśmy, że to będzie jego ostatnia czynność wykonana za życia.
Mark Bennett. Średniego wzrostu brunet około czterdziestki, który raz na dwa tygodnie wywozi śmieci do lasu. Zapożyczył u Aarona niezłą sumkę, ale nawet mu się nie śni jej zwrócić, więc musi ponieść konsekwencje. Biedny. Nawet nie wie, że jego dni są policzone. Zaraz, chyba minuty.
Kiwnęłam lekko głową do Rebecca'i, która stała schowana za innym drzewem, dając przy okazji znak, że nasz bezbronny cel złapał się już w pułapkę i możemy przystąpić do działania.
Wyszłyśmy z naszych kryjówek i zaczełyśmy iść w kierunku nic nieświadomego mężczyzny, który rozsypywał śmieci. Gwizdnęłam głośno na co szybko się odwrócił w naszą stronę.
 - No, no, no. Ładnie to tak zaśmiecać piękną matkę naturę?- zapytała Preston przy okazji rozkładając ręce i rozglądając się dookoła jakby naprawdę martwiła się dalszym losem naszego środowiska.
 - Czego chcecie?- warknął starszy mężczyzna, ale już po chwili cofnął się o dwa kroki do tyłu.
Możesz cofać się ile chcesz, ale my zawsze będziemy krok przed tobą, krok przed wszystkimi- pomyślałam, ale oszczędziłam mu moich wywodów więc słowa te nie wypłynęły na światło dzienne.
 - To nie ładnie pożyczać pieniądze i ich nie oddawać, nie sądzisz?- zapytałam go na co w jego oku pojawił się błysk zrozumienia. Och już wiesz co chcemy?
 - Obiecuje, że wszystko oddam, przysięgam. Ale teraz nie mam z czego moja żona jest bardzo chora i..
 - Nie sądzisz Grace, że to robi się już nudne? Zawsze ich ostatnie słowa przed śmiercią to obietnice, że wszystko oddadzą, ale teraz nie mają z czego, że ktoś jest chory, albo, że ktoś ich okradł bla, bla, bla. Czy nikt nie może być oryginalny?- Rebecca przerwała jego wypowiedzenie i spojrzała na mnie z udawanym smutkiem.
 - O...os...ostatnie słowa?- wyjąkał mężczyzna, a jego oczy powiększyły się ze strachu.
 - A co ty myślałeś? Że przyszłyśmy się tu z tobą pobawić?- warknęłam w jego stronę i sięgnęłam po pistolet.
 - A....ale ja mam rodzinę! Dzieci! Proszę nie róbcie tego!- po jego policzkach zaczęły spływać łzy na co ja tylko głośno westchnęłam. Zawsze wszyscy muszą odstawiać taki dramat? Jezu, jakbyś trzymał się swoich spraw to ta sytuacja nie miałaby miejsca.
Pewnie zastanawiacie się dlaczego mnie to nie rusza, otóż już wyjaśniam. Gdyby to miało mnie ruszać za każdym razem to w życiu nikogo bym nie zabiła i nie siedziała w tym gównie w którym teraz jestem. To ludzie mnie tego nauczyli, nauczyli mnie, że emocje to nasza słabość, nie możemy ich pokazywać. Jeśli je pokazujemy to okazujemy również słabość. Dla mnie nikt nigdy nie miał litości, więc dlaczego ja miałabym ją mieć dla innych?
 - Trzeba było myśleć o nich kiedy brałeś te pieprzone pieniądze!- krzyknęła Preston, widocznie już miała dość jego gadki. Dobra trzeba to skończyć.
Ruszyłyśmy obie w jego stronę, a on odwrócił się i zaczął uciekać. Spojrzałam na moją przyjaciółkę, która tylko westchnęła.
 - Jak ja nienawidzę biegać.- mruknęła i po chwili ruszyłyśmy za nim. Zaczęłyśmy się przedzierać przez wszystkie gałęzie i krzaki, które stawały nam na drodze. Czułam się teraz jak lew, który biegł za bezbronną gazelą.
Byłyśmy od niego szybsze, to było oczywiste, ale on tylko ułatwił nam zadanie ponieważ gdy zbliżałyśmy się powoli do niego ten idiota potknął się o gałąź i wylądował twarzą w dół na błotnistej ziemi. Przewrócił się na tyłek z zamiarem poniesienia się i kontynuowania swojej ucieczki, ale niestety było już za późno.
Przyłożyłam mu lufę pistoletu do skroni i strzeliłam. Huk szybko zniknął w ogromnej przestrzeni lasu, a po chwili ptaki, które znajdywały się na drzewie obok wzbiły się w górę, zapewne przestraszone dźwiękiem.
 - Nigdy więcej nie będę za nikim biegać.- powiedziała moja przyjaciółka gdy wyciągnęła z kieszeni telefon by zadzwonić do Cody'iego i Iwo, że mają "coś" do posprzątania.
Dziewczyna zakończyła połączenie i spojrzała na mnie z ogromnym uśmiechem.
 - Jak wczorajsza randka? Nie miałam wczoraj okazji się dowiedzieć bo wróciłaś dosyć późno.- poruszyła zabawnie brwiami na co ja się zaśmiałam.
 - Oddal swoje zboczone myśli na bok Preston, nic sie nie wydarzyło.- odparłam i ruszyłam z powrotem w kierunku naszego samochodu.
 - Dowiedziałaś się czegoś?- zapytała gdy znalazła się obok mnie.
 - To było pierwsze spotaknie.- odparłam i wywróciłam oczami.- Przecież nie rozmawialiśmy o jego gangu geniuszu, tylko bardziej o zwykłych rzeczach.
 - Zwykłych rzeczach? Dla nas zywkłymi rzeczami są właśnie gangi.
 - Wiem, ale on tego nie wie.- westchnęłam i wyciągnęłam kluczyki z kieszeni gdy znalazłyśmy się przy pojeździe.
 - Wiesz co Grace? Nie chciałam tego wcześniej mówić przy wszystkich bo wiem, żeby mnie wyśmiali czy coś, ale uważaj. Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem.
 - Potrafię się bronić.- fuknęłam w stronę przyjaciółki. Kobieto do cholery przed chwilą zabiłam jakiegoś gościa w lesie, a ty sie martwisz o moje bezpieczeństwo?!
 - Nie chodzi o o fizyczną samoobronę głupku. Przed uczuciami nie da się uciec pamiętaj.
 - Nie rozumiem.- zmarszczyłam brwi spoglądając na nią.
 - Nie zakochaj się w nim, Grace.

______________________________________________________________________

Hej kochani! Przepraszam, że tak długo czekaliście na rozdział, ale było to spowodowane moim wyjazdem do UK! Na prawdę przepraszam, ale nie potrafię się tu dorwać to jakiekolwiek laptopu xd
Nawiązując również do tego może sie tu znaleźć duuużo błędów bo pisze z ang laptopa i dosłownie każde polskie słowo mi się podkreśla na czerwono więc mogłam dużo błędów przeoczyć. Nie wiem kiedy dokłądnie pojawi się 4 rozdział, ale postaram sie go dodać pod koniec przyszłego tygodnia :)
A do samego rozdziału jak wam się podoba? Wiem, że na razie jest mało Calum'a, ale spokojnie akcja dopiero się rozkręca ;)
Czekam na wasze opinie w komentarzach :)
+ wiem, że dużo teraz fanfictions ma swoje # na tt i może wam też by się chciało potweetować z jakimś #? Co wy na #TheGameFF ? :)