czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 02

Mężczyzna wraz ze swoją nastoletnią córką wbiegli w jedną z opustoszałych uliczek, a na moich ustach pojawił się uśmiech ponieważ to była najgłupsza rzecz jaką mogli obydwaj zrobić.
Razem z Cody'im ścigaliśmy ich od jakiś pięciu minut i trzeba było przyznać, że mieli niezłą kondycję. Chociaż tak na prawdę goniliśmy tylko samego faceta, nie nasza wina, że akurat razem z nim była jego siedemnastoletnia córka.
Wbiegliśmy za nimi i prawie od razu zatrzymaliśmy się widząc ich przerażone miny gdy zdali sobie sprawę co zrobili.
Znajdowali się w ślepym zaułku.
Mężczyzna- niejaki Billy Holly, 46 lat, wdowiec, córka Amanda, 17 lat. To było w raporcie, który otrzymaliśmy od Aarona.
Billy musiał chyba nieźle zaleźć mu za skórę skoro McKinley wyraźnie powiedział, że nie chce żadnych tłumaczeń tylko od razu mamy się go pozbyć.
 - Błagam nie róbcie nic mojej córce! Ze mną zróbcie co chcecie, ale proszę zostawcie ją w spokoju!- zaczął zasłaniać Amanda'e swoim ciałem, a mi przez chwile zrobiło się jego żal.
Właśnie, przez chwilę.
 - Przykro mi.- powiedział Jonson chociaż oboje doskonale wiedzieliśmy, że nie jest mu przykro.- Czasami ludzie znajdują się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.- rozłożył spokojnie ręce i wzrokiem zilustrował siedemnastoletnią dziewczynę.- Ale to już nie nasza sprawa.
Podszedł do mężczyzny i odciągnął go od przerażonej dziewczyny, przy okazji popychając na ścianę i przystawiając lufę od pistoletu do głowy. Spojrzał na mnie dając mi tym znać, żebym zajęła się dziewczyną.
Amanda siedziała na betonowym chodniku, skulona w kącie i cicho łkała. Spoglądając na nią przywołałam niechciane wspomnienia. Była w tym momencie tak bardzo podobna do mnie i była tak samo przerażona jak ja kiedyś. Siedziała w ten sam sposób w podobnym miejscu. Różnica niestety jest taka, że ona chciała przeżyć, a ja w tedy chciałam umrzeć.
Potrząsnęłam szybko głową pozbywając się tych myśli i podeszłam do niej kucając przy okazji - chcący albo może i nie - zasłaniając jej widok ojca, który teraz leżał zakrwawiony na ziemi.
Brunetka podniosła wreszcie swoją głowę i właśnie w tym momencie zrobiłam coś czego nigdy nie powinnam była robić- spojrzałam w jej oczy.
W jej pełne łez, piękne szafirowe oczy. Patrzyły na mnie z nadzieją, patrzyły na mnie tak jakby to ode mnie wszystko teraz zależało. Mogłam dać jej żyć, znalazła by w tedy chłopaka, wyszła za niego za mąż, urodziła dzieci, kupiła psa i dom i żyłaby długo i szczęśliwie. Teraz to wszystko zależało ode mnie, przez te zaledwie parę minut to ja byłam Bogiem i to ja miałam zdecydować o jej przyszłości.
Przełknęłam rosnącą gule w gardle i przystawiłam jej nóż do gardła.
 - Jakieś ostatnie słowa?- szepnęłam nie odrywając wzroku od jej szklistych oczu. Nigdy się o to nie pytałam i nie mam bladego pojęcia co mnie naszło na rozmowę. Przez moje myśli coraz szybciej przepływały obrazy z przyszłości. Jak dziewczyna przede mną żyje szczęśliwie zapominając o całym tym dramacie. Ona miała szansę na normalne życie, ja już nie.
 - Życzę wam, żebyście spłonęli w piekle.- wyłkała na co się uśmiechnęłam.
 - Kochanie, my już płoniemy. Piekło jest tutaj, na ziemi, a my jesteśmy jego królami.- odpowiedziałam, ostatni raz spoglądając na jej twarz.
I poderżnęłam jej gardło.

~*~

Usiadłam na białym fotelu w pokoju Aarona przyglądając się przy okazji jego poczynaniom. Blondyn odbywał właśnie ważną rozmowę telefoniczną. Co chwilę marszczył brwi lub zamaszyście potrząsał głową, jestem ciekawa z kim rozmawia.
Miałam trochę czasu na rozejrzenie się po jego pokoju w którym przyznam szczerze jestem pierwszy raz od przeprowadzki.
Dwie równoległe sobie ściany pokrywała niebieska farba, zaś pozostałe dwie były pomalowane na szaro. Pod oknem stało ogromne biurko z ciemnego drewna na którym były porozwalane jakieś papiery. Na przeciwko biurka stało niewielkie dwuosobowe łóżko z czarną jak smoła pościelą. Na samym środku pomieszczenia leżał ogromny szary puchowy dywan, to właśnie na nim znajdował się fotel na którym teraz siedziałam. Pomieszczenie było małe, nie znajdowało się tu również dużo mebli, ale było dość przytulnie.
Oczywiście na tyle przytulnie na ile może być sypialnia mordercy.
Blondyn schował telefon do kieszeni dając mi tym samym sygnał, że zakończył rozmowę. Usiadł na łóżku i spojrzał na mnie podpierając się na kolanach.
 - Więc, słyszałem, że nieźli ci wczoraj poszło.- odezwał się jako pierwszy, a wraz z wypowiedzianym zdaniem jego brwi uniosły się lekko do góry. Uśmiechnęłam się do niego zadowolona i skinęłam głową.
 - Sądzę, że tak.- odpowiedziałam i poprawiłam się na fotelu.- Dałam mu swój numer telefonu i powiedział, że zadzwoni.
 - Dzwonił już?- zapytał z jeszcze większym zaciekawieniem a na jego ustach błąkał się lekki uśmiech.
 - Spokojnie.- zaśmiałam się.- Impreza była dopiero wczoraj, nie tak szybko Aaron.
 - Wolałbym mieć to już za sobą.
 - Ja też, ale bez tego nie byłoby zabawy, prawda?- zapytałam znacząco poruszając brwiami na co chłopak wybuchnął śmiechem.
 - Mam tylko nadzieję Grace, że z tej gry nie będzie żadnych dzieci.- puścił mi oczko na co kopnęłam go w kolano.
 - Dobra możesz już iść, nie będę cię tu dłużej trzymał.- powiedział i wstał ze swojego zajmowanego dosłownie przed chwilą miejsca. Ruszył w kierunku biurka, a ja wstałam i skierowałam się do drzwi.
 - Aha, Grace. Jeszcze jedno pytanie, jak wam poszło z Billy'im?- zatrzymałam się wraz z ręką na klamce, a w mojej głowie pojawił się po raz kolejny obraz dziewczyny oraz jej słowa "Życzę wam, żebyście spłonęli w piekle". 
Potrząsnęłam szybko głową i odwróciłam się w stronę blondyna posyłając mu lekki uśmiech.
 - Załatwiony.- i jego córka też- dodała moja podświadomość, ale te słowa nie wypłynęły z moich ust.
 - To dobrze.- kiwnął głową i otworzył klapę swojego laptopa. Wyszłam z pokoju uprzednio zamykając za sobą drzwi i ruszyłam w stronę kuchni, gdzie byłam pewna, że znajdę Cody'iego.
Moje przypuszczenia tylko się przypuściły gdy zauważyłam jego szanowny tyłek wystający z lodówki.
 - Dlaczego tutaj nie ma nic do zjedzenia?!- jękną i zamknął z trzaskiem drzwiczki lodówki.
 - Może dlatego, że wszystko już zjadłeś?- zadałam retoryczne pytanie i chwyciłam butelkę wody niegazowanej z blatu.
Przyłożyłam szyjkę butelki do ust z zamiarem napicia się, ale niestety woda zamiast w moich ustach znalazła się na mojej koszulce, ponieważ ktoś - Iwo - przez przypadek - to nie był przypadek - szturchnął mnie - popchnął - przez co woda wypadła mi z dłoni.
Podniosłam do góry rozgniewany wzrok z zamiarem nawrzeszczenia na niego jakim jest dupkiem, ale zdążyłam zauważyć tylko jego plecy gdy wbiegał do salonu.
 - Mecz! Zaraz zacznie się mecz!- zawołał z salon, a na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech ponieważ cóż, to był dobry moment na zemstę.
Zabrałam kolejną butelkę wody i ruszyłam do salonu posyłając rozbawione spojrzenie Cody'iemu na co ten ruszył ciekawy za mną.
Skoro Iwo oglądał jakiś mega ważny mecz to dlaczego nie można mu trochę "niechcący" poprzeszkadzać?
Stanęłam jak na złość na środku salonu, idealnie zasłaniając moim ciałem telewizor.
 - Co oglądasz?- uśmiechnęłam się szeroko i puściłam oczko Jonson'owi, a ten już wiedział co się szykuje więc spokojnie oparł się o framugę drzwi i czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
 - Mecz do cholery! Przesuń swój szanowny tyłek w bok Winslet.- warknął, a ja postanowiłam usiąść obok niego i dyskretnie zabrałam mu pilot tak aby się nie zorientował.
Czekałam cholerne siedemdziesiąt minut, oglądając ten cholerny mecz, żeby się zemścić, ale było warto. Po tych siedemdziesięciu minutach wywnioskowałam, że gracze w czerwonych koszulkach to jego faworyci, więc gdy wynik meczu wciąż wskazywał 0:0 a jeden z zawodników w czerwonej koszulce zaczął zbliżać się do bramki i kopnął piłkę, która była zaledwie centymetry od bramki- wyłączyłam telewizor.
Iwo wyprostował się nagle i szybko podskoczył do telewizora.
 - Nie, nie, nie, proszę nie. Nie rób mi tego! Muszę to zobaczyć!- zaczął oglądać urządzenie z wszystkich stron, a ja już nie wytrzymałam i wybuchnęłam głośnym śmiechem. Brunet automatycznie obrócił głowę w moją stronę i od razu dostrzegł w mojej ręce pilota. Jego oczy rozszerzyły się gdy dotarło do niego to co właśnie się wydarzyło.
 - Pięć sekund.- powiedział podnosząc się z miejsca.- Masz pięć sekund na ucieczkę Winslet.
 - Nie będę się z tobą bawić w ganianego chłopczyku.- odparłam i wygodnie rozłożyłam się na kanapie.
 - Pięć. - zaczął odliczać. -  Cztery, radzę ci uciekać. - jego twarz nie wyrażała, żadnych emocji, a mi jeszcze bardziej chciało się śmiać. Spojrzałam do tyłu gdzie Cody praktycznie leżał dusząc się ze śmiechu.
 - Trzy. - powiedział, a ja ostatni raz spojrzałam za siebie. - Dwa.- podniosłam się z miejsca rzucając się do schodów.
 - Jeden!- usłyszałam głos chłopaka kiedy byłam w połowie schodów. Wbiegłam szybko na piętro kierując się do swojego pokoju, który jak na złość znajdował się na końcu korytarza. Iwo, który biegł za mną w pewnym momencie przewrócił wazon, który stał w rogu na stoliku obok schodów, a brązowe drzwi tuż przede mną nagle się otworzyły powodując tymczasowe stracenie równowagi, ale w ostatnim momencie udało mi się ją utrzymać.
Aaron spojrzał na mnie, a potem na bruneta, który siedział na ziemi jak sierotka Marysia i zbierał kawałki po potłuczonym przedmiocie.
 - Co do cholery...- McKinley zaczął, ale ja wykorzystując chwilową niezdolność Iwo wbiegłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz uniemożliwiając przy okazji wejście do niego komukolwiek z zewnątrz.
 - Kiedyś wreszcie wyjdziesz ze swojej nory Winslet i w tedy pamiętaj! Będę na ciebie czekał!- usłyszałam stłumiony głos przez zamknięte drzwi.
 - Marzysz Collins! Lepiej przygotuj swoje paznokietki by zdrapywać farbę z ścian w moim pokoju!- zawołałam podchodząc do okna. Zamknęłam je i zasunęłam zasłonę co sprawiło, że pokój pogrążył się w ciemności. Zapaliłam światło od lampki nocnej i włączyłam laptopa.
 - Pieprz się Grace! Kiedyś cię dopadnę!- usłyszałam jeszcze zza drzwi na co wybuchnęłam śmiechem.

~*~

Poprawiłam się lekko na łóżku przysuwając bliżej siebie miskę z popcornem. Było grubo po północy i wraz z Cody'im postanowiliśmy obejrzeć film. Chcieliśmy, żeby odbyło się to w spokoju więc biorą pod uwagę wszystkie za i przeciw zdecydowaliśmy równo głośnie, że nie będziemy się narażać w salonie na "mściwego" Iwo dlatego skończyliśmy u mnie w pokoju z laptopem na moich kolanach i gównianą jakością.
Zdecydowaliśmy - tak naprawdę Cody się uparł, ale pomińmy to - że zobaczymy jeszcze raz pierwszy sezon Supernatural.
Byliśmy na siódmym odcinku kiedy odezwał się mój telefon, chłopak zatrzymał na chwilę odtwarzanie, a ja zapaliłam główne światło by szybciej znaleźć urządzenie, ale zaraz tego pożałowałam gdyż moje oczy, które od dłuższego czasu były przyzwyczajone do ciemności nieco na tym ucierpiały.
Odnalazłam wreszcie telefon odblokowałam go by przeczytać wiadomość, ale gdy tylko zobaczyłam nadawcę na moich ustach pojawił się uśmiech. Podniosłam głowę do góry by zobaczyć, że brunet w zaciekawieniu marszczy brwi.
 - Rybka połknęła haczyk.- odezwałam się i jeszcze raz spojrzałam na ekran by przeczytać wiadomość.

Pamiętasz mnie jeszcze? Co ty na to, żebyśmy gdzieś wyskoczyli jutro? 
Calum x

____________________________________________

No i mamy drugi rozdział! Jak wrażenia? Cóż poznaliście naszą Grace bardziej od tej "złej" strony! Ale czy znowu takiej złej?
Wiem, że rozdział krótszy niż poprzedni, ale wszystko co chciałam tu zamieść to jest i tak jakoś wyszło xd
Czekam na wasze komentarze! xx

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 01

Kopnęłam jedno z wielu pudeł walających się po moim nowym pokoju pod łóżko. Rozejrzałam się dookoła ze wstrętem gdyż na ścianach widniał ohydny różowy kolor, a reszta dekoracji w tym pomieszczeniu wyglądała jakby puścił na nie pawia jednorożec.
Całe stado jednorożców.
Dobra, rozumiem jestem najmłodsza z nas wszystkich, ale dlaczego nie miałam prawa wyboru pokoju? To zdecydowanie dyskryminacja. Przysięgam, że jeśli, któryś z chłopaków nie przemaluje tego pokoju to osobiście go tu zamknę i będzie siedział w tym pomieszczeniu tak długo dopóki nie zdrapie tej zasranej farby.
Podniosłam jedno z większych pudeł i wysypałam jego zawartość na łóżko, po czym zaczęłam wrzucać całe te gówno co nastolatki potocznie zwą "dekoracjami" do środka.
 - No nieźle Winslet. Nie jesteś tu nawet pięć minut, a już zrobiłaś burdel.- usłyszałam za sobą głos Iwo. Odwróciłam się przodem do bruneta by zobaczyć, że opiera się o framugę drzwi uważnie mi się przyglądając. W jego ustach jak zwykle znajduje się papieros marki Mallboro. Dym rozprzestrzenił się po całym pomieszczeniu niosąc w parze ze sobą swój zapach. Powoli zaczął już drażnić mój nos, ale niestety jedynym sposobem na powstrzymanie tego było zabicie bruneta, a tego nie mogłam zrobić. Albo mogłam?
Iwo zdecydowanie był nałogowym palaczem, ten facet nie wytrzymałby bez fajek dziesięciu minut.
Na początku naszej znajomości strasznie mnie to denerwowało i irytowało, ten koleś myślał, że może robić co chce i gdzie chce bez żadnych konsekwencji i mimo, że uchodziło mu to płazem to postanowiłam coś z tym zrobić. Cóż obecna sytuacja chyba powinna wam powiedzieć, że nic nie wskórałam, a jedyne co mogłam zrobić to pogodzić się z tym. Po tym wszystkim nauczyłam się jednego:
Tolerujesz Iwo- tolerujesz fajki i na tym opiera się cała filozofia.
 - Burdel to ja ci zrobię na twarzy jeśli ten różowy kolor nie zniknie z tych ścian w mniej niż godzinę.- warknęłam i odwróciłam się by wrzucić resztę świecących i brokatowych rzeczy do pudełka i pozbyć się go jak najszybciej.
 - Myślałem, że lubisz różowy.- wydął wargi, ale gdy tylko zobaczył moją miną przestał i kontynuował.- Nie moja wina, że Aaron kupił jakiś zasrany dom po ludziach, którzy mają pięcioletnie dziecko. Wiesz, że w moim pokoju nadepnąłem na cholerny klocek Lego? To nie było przyjemnie.- mruknął wypuszczając szary dym ze swoich ust. Westchnęłam głośno i wcisnęłam mu w ręce pudełko.
 - Po cholerę mi to?
 - Pozbądź się tego. Nie wiem wyrzuć, spal cokolwiek. Po prostu weź to stąd.- wypchnęłam go na korytarz i zamknęłam drzwi. Odwróciłam się by jeszcze raz spojrzeć na teraz już mój pokój.
Zdecydowanie nienawidzę różowego.

~*~

Siedziałam w salonie na jednym z białych foteli obserwując chodzącego tam i z powrotem Aarona, który zamaszyście gestykulował przy okazji mówiąc nam wszystko czego dowiedział się Cody o naszych nowych "przyjaciołach".
Byliśmy nowym gangiem w Sydney, ale niestety nie jedynym. Przeprowadzając się tutaj wiedzieliśmy, że będziemy musieli zawalczyć o władzę, a z tego co opowiadał McKinley nie będzie aż tak łatwo jak się na początku wydawało. Są dobrzy.
Cholernie dobrzy.
 - Jest ich pięciu, tak jak nas. W ich skład wchodzi niejaki Calum Hood, Luke Hemmings, Ashton Irwin, Michael Clifford i Megan Hill.
 - Zaraz.- przerwał mu Iwo przy okazji zwracając uwagę całej naszej czwórki na siebie.- Megan? Czyli mają jakąś laskę? Jest gorąca?
 - Iwo.- odpowiedział groźnie Aaron, ale jak widać na tym idiocie nie zrobiło to żadnego wrażenia. Zaraz się zacznie.
 - Blondynka czy brunetka? Ma długie nogi czy...
 - Collins! Zrób przysługę nam wszystkim i chociaż raz zamknij się i nie odzywaj przez pięć minut. Skup się do cholery człowieku!- blondyn rzucił na stolik plik kartek, które trzymał w ręku i ścisnął palcami czubek swojego nosa.
Gdzie mój popcorn?
 - Dobra, możecie już iść, na razie to wszystko. Grace, ty zostań na chwilę.- prześledził wzrokiem całą trójkę, która posłusznie wstała. Cody potarł delikatnie moje ramię, życząc mi tym gestem powodzenia i opuścił pomieszczenie zaraz po Iwo i Rebecca'e. Przełknęłam głośno ślinę. Chyba jednak odpuszczę sobie ten popcorn.
 - Posłuchaj Grace.- zaczął i usiadł na stoliku na przeciwko mnie.- Oni są dobrzy, ale my jesteśmy lepsi. Wyrządzimy im takie piekło o którym nie śnili nawet w najgorszych koszmarach, ale jest jeden problem. To co zdobył na ich temat Cody to jest po prostu nic. Potrzebujemy więcej informacji.- spojrzał na mnie, a ja nachyliłam się bliżej niego opierając łokcie na kolanach.
 - A co ja mam z tym wspólnego?
 - Potrzebujemy osoby, która wejdzie w ich szeregi. Niepostrzeganie. Osobę, która wygląda tak niewinnie, że wszyscy myślą, że w wolnym czasie opiekuje się staruszkami i pomaga w schronisku, a nie zabija ludzi z uśmiechem na twarzy.- spojrzał na mnie unosząc wysoko brwi, na co ja swoje zmarszczyłam. Okay, wciąż nie kumam.
Aaron podał mi zdjęcie jednego z nich, jak dobrze zapamiętałam nazywał się Calum i dowodził pozostałą czwórką.
 - Calum Hood.- chłopak potwierdził moje przypuszczenia, po czym kontynuował.- Na mieście było dość głośno, że tutejszy gang zjawi się na jednej z dzisiejszych imprez, a my to wykorzystamy. Plan jest taki. Pójdziesz na tą imprezę razem z Iwo i Cody'im, którzy będą trzymali rękę na pulsie gdyby coś poszło nie tak. Ten brunet jest twoim celem. Podejdziesz, poflirtujesz, cokolwiek co robią dziewczyny. Masz zrobić wszystko, żeby ten naiwniak ci zaufał i wpuścił do swojego świata. Do swoich tajemnic.- uśmiechnął się szeroko jakby właśnie wymyślił plan godny Nobla* i trzeba przyznać, że naprawdę był jego wart.
 - Calum Hood.- powtórzyłam cicho spoglądając kolejny raz na zdjęcie. Widniał na nim wysoki brunet o czekoladowych oczach, które patrzyły prosto w obiektyw. Mimo, że wiedziałam, że to tylko kawałek kartki to miałam wrażenie jakby przeszywał mnie wzrokiem próbując się dobrać do wszystkich moich tajemnic. Nawet tych najciemniejszych i najgorszych.
Skłamałabym mówiąc, że nie jest przystojny, ale to mój wróg.
A wrogów się zabija.
Chociaż moja twarz nie wyrażała w tym momencie żadnych emocji to w duchu szczerzyłam się jak dziecko, ponieważ cóż, to może być niezła zabawa.

~*~

Na świecie jest tylu wspaniałych aktorów, których podziwiamy na co dzień. Śledzimy każdy ich krok, próbujemy być tacy jak oni- są dla nas wzorem. Chcemy być tak dobrzy w tym co robimy jak oni.
Chcemy być jak oni.
Chcemy być aktorami.
Szkoda tylko, że połowa z tych ludzi nie zauważa, że sami są aktorami- i to lepszymi niż wszyscy znani aktorzy razem wzięci. Codziennie udajemy kogoś kim nie jesteśmy, próbujemy stać się inni. Lepsi.
Teraz trudno gdziekolwiek spotkać człowieka i poznać go od razu takim jaki jest. Poznać jego prawdziwe oblicze, nie to kiedy nosi przed wszystkimi maskę na twarzy, a to, kiedy ją ściąga i jest sobą.
Udawanie, to taki inny rodzaj aktorstwa. Udając, próbujemy zamaskować nasze prawdziwe uczucia, a czy nie o to chodzi w roli aktora? Pokazywać udawaną osobę, udawany charakter i udawane uczucia?
Dlaczego chcemy być tacy jak oni, jak już nimi jesteśmy?
Nasza rasa jest tak dziwnie zaprogramowana, że kłamstwo i udawanie jest w nas od urodzenia. Już od małego dziecka kłamaliśmy, że to nie my zbiliśmy wazon w salonie.
Każdy codziennie odgrywa jakąś rolę przed innymi, która jest godna Oscar'a** i ja miałam teraz swoją rolę do odegrania.
Rolę życia.
Muszę udawać całkowite przeciwieństwo mnie. Grzeczną, miłą, uprzejmą, kochającą dziewczynkę, która nawet by muchy nie skrzywdziła. Muszę być tak cholernie przekonująca i dobra, że nawet Jhonny Depp zazdrościłby mi talentu. Teraz jest moje pięć minut.
Teraz ja jestem aktorką.
Stanęłam przed lustrem w moim pokoju z zamiarem zobaczenia się w kreacji na ten wieczór, którą wybrała dla mnie Rebecca. Z głośników stojących na małej komodzie do których był podłączony mój iPod wydobywały się pierwsze nuty piosenki Centuries, mojego ulubionego zespołu Fall Out Boy. A ja zastanawiałam się przy okazji czy moja kochana koleżanka aby na pewno się nie pomyliła i zamiast sukienki nie podłożył mi bluzki. Ta sukienka - albo raczej kawałek czarnego materiału - dosięgała mi ledwie połowy ud, nie mówiąc już o schylaniu się czy w ogóle poruszaniu.
Nie jestem teraz już taka pewna czy jestem gotowa zobaczyć buty.
Po chyba już milionowej próbie obciągnięcia ją w dół uświadomiłam sobie, że to chyba jednak nie jest jeden z tych rozciągliwych materiałów i wreszcie odpuściłam, podsumowując moją przegraną walkę z materiałem głośnym westchnieniem. Chwyciłam z komody czerwoną szminkę z zamiarem nałożenia jej na usta kiedy do pokoju wszedł Cody.
 - No, no Grace! Nie wiedziałem, że potrafisz wyglądać jak dziewczyna.- zaśmiał się i podszedł w moją stronę dzięki czemu mogłam lepiej się mu przyjrzeć. Ma na sobie zwykły biały T-shirt z dekoltem w serek i czarne rurki, które mocno opinały jego uda. Na nogach widniały czarne Vans'y i jestem prawie pewna, że jak spotkamy po drodze Preston to dostanie niezły ochrzan za chodzenie po domu w butach i robieniu bałaganu, które "ona musi potem sprzątać".
Tak między nami- ona nigdy nie sprząta.
Spojrzałam w kierunku lustra na którego powierzchni odbijałam się ja i brunet. Nigdy nie potrafiłam się na niego napatrzeć. Jest tak cholernie przystojny, że zawsze jak wychodzimy gdzieś to nie potrafi się odkleić od dziewczyn. Z tego powodu Iwo jest zawsze zazdrosny więc potem chodzi cały czas na niego obrażony i tak zazwyczaj kończą się nasze wspólne "wyjścia".
 - Lepiej chodź już na dół bo Iwo cały czas marudzi, że jak tak dalej pójdzie to przegapimy całą imprezę.- puścił mi oczko i wyszedł z pokoju. Podeszłam do łóżka na którym leżała moja torebka z zamiarem włożenia tam mojej broni, ale zorientowałam się, że chyba nie umiałabym wyjaśnić w cywilizowany sposób jakim cudem mam broń gdyby brunet coś przyuważył. Zdecydowałam też, że w sumie torebka nie będzie mi potrzebna i uprzednio wyłączając iPod'a wyszłam z pokoju. Skierowałam się po schodach w dół gdzie stał Aaron i po raz milionowy powtarzał Cody'iemu i Iwo plan działania oraz to co mają zrobić gdyby w razie czego coś poszło nie tak.
Wyminęłam ich nie poświęcając im nawet sekundy mojej uwagi i skierowałam się do holu gdzie czekały na mnie moje nowe przyrządy męczarni.
Jeśli się zastanawiasz to tak, chodziło o nowe buty od Preston.
Założyłam oba obuwia modląc się przy okazji w duchu by nie umrzeć w nich młodą śmiercią i poprawiłam włosy w średniej wielkości lusterku wiszącym na przeciwko mnie.
 - Macie obaj jej pilnować. Słyszałeś Iwo? Idziesz do pracy nie na imprezę.- powiedziała Aaron w stronę chłopaka na co ten zrobił smutną minę.
 - Nie mogę nawet raz zatańczyć?
 - Nie.- odparł McKinley na co ten westchnął zrezygnowany i odwrócił się w moją i Cody'iego stronę, który przed chwilą stanął obok mnie.
 - Żadnego picia, żadnych lasek i żadnego tańczenia. To będzie najgorsza impreza w całym moim życiu.- jękną i otworzył drzwi na oścież.- Będę czekać w samochodzie.- odparł i po chwili zniknął na zewnątrz.
 - To ty z Iwo macie pilnować Grace, ale proszę pilnuj przy okazji też tego idiotę.- blondyn zwrócił się do Jonson'a na co ten pokiwała głową i obiecał mu, że będzie miał na niego oko.
Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się do samochodu w którym czekał już brunet. Cody zajął miejsce z przodu więc mi zostało tylko tylne siedzenie, zresztą jak zwykle.
 - Gotowa?- zapytał chłopak spoglądając na mnie w lusterku na co kiwnęłam głową. Jestem gotowa?
Jak nigdy w życiu.

~*~

Gdy Iwo zaparkował samochód pod klubem wysiedliśmy wszyscy i owiało nas dość zimne powietrze. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, ale przez buzującą w moim ciele adrenalinę nie czułam zimna. Wiedziałam, że muszę dać z siebie wszystko.
Bo cóż, bez pracy i poświęcenia nie ma wygranej prawda?
Weszliśmy całą trójką do klubu i od razu otoczył nas wir spoconych ciał. Z głośników wydobywała się muzyka, która sprawiała, że moje bębenki chciały wybuchnąć, ale jak widać innym to nie przeszkadzało.
Przepchnęliśmy się przez tłum tańczących ludzi, którzy raczej tylko udawali, że potrafią tańczyć bo do jakiegokolwiek tańca było im daleko. Cudem udało nam się znaleźć wolny stolik, który znajdował się w kącie pomieszczenia. Collins oznajmił nam, że mamy tu zaczekać, a on idzie "rozpoznać się w terenie".
 - Jak sądzisz powinienem za nim iść?- zapytał Cody spoglądając podejrzliwie w stronę odchodzącego bruneta.
 - Daj mu jakieś dziesięć minut. Potem możemy dać ogłoszenie do gazety, że ten debli zaginął.- odpowiedziałam na co chłopak się zaśmiał.
Zaczęłam się rozglądać po całym, wypchanym po brzegi pomieszczeniu usiłując coś zobaczyć co - zgadnijcie - było trudne przez te cholerne oświetlenie.
Nagle, w ciągu może nie całej sekundy ludzie zmienili swój "taniec" w leniwe poruszanie się po parkiecie, atmosfera zrobiła się tak gęsta, że mogłoby się ją ciąć nożem, a pewna grupa nastolatków siedząca obok nas nachyliła się ku sobie i zaczęła szeptać.
Ale tak szybko jak to się zaczęło również tak szybko się skończyło, mogłoby się wydawać, że to było jakieś głupie wyobrażenie
Ale nie było. Nasz cel pojawił się na przyjęciu.
Po może nie całych dziesięciu sekundach przed nami jakby znikąd wyrosną Iwo. Na jego ustach widniał szeroki uśmiech, włosy miał bardziej potargane niż przed naszym przybyciem tutaj, a jego usta były opuchnięte. Cóż chyba jednak trzeba było za nim iść.
 - Czas zacząć zabawę dzieciaki, gotowa?- zapytał na co skinęłam głową i podniosłam się z miejsca, ale za nim ruszyłam do naszego nowego celu Iwo zatrzymał mnie, a jego późniejsze słowa udowodniły, że jednak zrobił coś pożytecznego oprócz samego miziania się z jakąś pierwszą lepszą laską.
 - Za konsolą DJ'a są schody, które prowadzą na piętro wyżej. Znajdują się tam typowe miejsca dla ludzi którzy srają kasą, ale sądzę, że jeśli postarasz się Jonson to dostaniesz się na górę, skąd będziesz miał idealny widok na cały klub oraz na to co dzieję się na dole.- puścił oko Cody'iem na co ten zrobił udawaną minę jakby wymiotował, ale i tak po chwili ruszył w skazane przez chłopaka miejsce.- Twój nowy kochanek siedzi teraz przy barze z jednym ze swoich kolegów więc tam właśnie pójdziesz, po paru sekundach usiądę trochę dalej przy barze, ale dzięki temu również będę mógł w razie czego mieć cię na oku.- powiedział i poklepał mnie po ramieniu życząc przy okazji powodzenia. Ruszyłam w stronę baru kiedy poczułam, że ktoś - znowu - złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę. Tym kimś - znowu - był Collins.
 - Jesteś w klubie, więc powinnaś wyglądać jakbyś dopiero co skończyła tańczyć złotko.- powiedział i potargał lekko moje włosy.
 - Mam wyglądać jakbym tańczyła czy jakbym dopiero co uprawiała sex z kimś w toalecie?- zapytałam czując, że moje włosy w cale nie są "lekko potargane". Chłopak wzruszył jedynie ramionami w geście odpowiedzi.
Przygładziłam odrobinę włosy i kiedy wzięłam głęboki oddech ruszyłam przed siebie. Musiałam przedrzeć się przez całą salę i chyba milion spoconych ciał by dotrzeć do baru. Jestem teraz prawie pewna, że moje policzki przybrały różowy odcień co chyba bardziej sprawia, że wyglądałam jakbym "tańczyła". W czym mi ma to do cholery pomóc? Z tego co mi wiadomo to chłopcy nie lubią chyba spoconych lasek. Chyba, że ostatnio coś się zmieniło? Lub po prostu Iwo jest idiotą i ma dziwne fetysze.
Sądzę, że ta druga opcja jest bardziej prawdopodobna. Okay jestem pewna, że to ta druga opcja.
Stanęłam przed barem poszukując wzrokiem bruneta i kiedy wreszcie udało mi się go namierzyć zauważyłam, że jedno miejsce obok niego jest wolne.
Ruszyłam w jego kierunku uważając przy okazji, żeby nie wywrócić się na tych idiotycznie ogromnych szpilkach. Stanęłam obok niego, a jego wzrok od razu padł na moją osobę. Kiedy zajęłam miejsce przy barze kontem oka mogłam zauważyć, że zdążył już zmierzyć mnie wzrokiem od góry do dołu.
1:0 dla mnie.
Uśmiechnęłam się do barmana, który podszedł do mnie, gdy zauważył nowego klienta przy okazji totalnie ignorując Hood'a.
 - Co podać?- zapytał i odwzajemnił mój uśmiech.
 - Poproszę whisky z colą.- odparłam, a kiedy chłopak zabrał się za przyrządzanie napoju odwróciłam lekko głowę w lewo by zauważyć Iwo flirtującego z jakąś laską. Chyba muszę poważnie pogadać z tym chłopakiem na czym polega "mieć na kogoś oko".
 - Proszę, to bę...
 - Ja zapłacę.- usłyszałam głos bruneta, który przerwał zdanie barmanowi, a po moim kręgosłupie przeszedł dreszcz.
Okay czas zacząć swoją rolę.
 - Nie trzeba.- odwróciłam się do niego, uśmiechając niewinnie - oczywiście na tyle niewinnie na ile potrafię - i poprawiłam lekko włosy, które zaczęły opadać mi na oczy.
 - Ale chcę.- odparł i podał barmanowi banknot przy okazji posyłając mu spojrzenie, które mówiło, żeby lepiej spływał. Chłopak oczywiście wiedział z kim rozmawia, więc raczej nie chciał z nim zadzierać i zmył się tak szybko jak się pojawił.
 - Nie widziałem cię tu nigdy.- odparł po chwili przyglądając mi się podejrzanie.
 - Przeprowadziłam się tu niedawno z koleżanką.- skłamałam na co podejrzliwe zmarszczył brwi. Dobra może jednak nie będzie tak łatwo jak myślałam.
 - To miasto to chyba nie najlepsze miejsce na przeprowadzkę.- powiedział i wziął łyka swojego piwa, które stało przed nim już do połowy puste.
 - Lubimy wyzwania.- odpowiedziałam. Złapałam moją szklankę z napojem wysokoprocentowym i wzięłam jednego łyka.
 - Jak się nazywasz?- zapytałam zmieniając temat i mając cichą nadzieję, że nie weźmie mnie za pustą i napaloną idiotkę, ale on tylko się uśmiechnął.
 - Calum, a ty?
 - Grace.
 - Miło cię poznać, Grace.

TIME TO STRAT THE GAME.

*Nagroda Nobla- wyróżnienie przyznawane za wybitne osiągnięcia naukowe, literackie lub zasługi dla społeczeństw i ludzkości, ustanowione ostatnią wolą fundatora, szwedzkiego przemysłowca i wynalazcy dynamitu – Alfreda Nobla. (przyp. wikipedia)
**Oscar- Nagroda Akademii Filmowej - coroczna nagroda przyznawana przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej (Academy of Motion Picture Arts and Sciences) w dziedzinie filmu. (przyp. wikipedia)

____________________________________________

No i mamy pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że wam się spodobał i zostawicie po sobie komentarz :)

wtorek, 7 lipca 2015

Prolog

Kłamstwo
Jedno słowo, dwie sylaby, osiem liter i moc niszczenia wszystkiego.

Nikt z nas nie lubi kłamstwa, ale również - och ironio - każdy z nas go używa codziennie.
Gdyby można było określić kolory słów, kłamstwo na pewno miałoby kolor czarny. Głęboką pochłaniającą wszystko i niszczącą czerń.
Mrok, który pochłania nas w całości.
Niektórzy nie potrafią odgonić się od niego i żyją w nim całe swoje życie.
Czy to nie jest przerażające, że nam, ludziom, kłamanie przychodzi z taką łatwością? Gdzie nie spojrzymy otacza nas kłamstwo, od tych najmniejszych do tych ogromnych.
Wszędzie są rozgłaszane uzależnienia od dopalaczy, alkoholu czy papierosów, a uzależnienie od kłamstwa? 
Dla niektórych jest ono jak narkotyk.
Gdy spróbujemy go tylko odrobinę chcemy więcej, zatracamy się w nim bez pamięci, a budzimy za późno. Plątamy się w swoim przepełnionym kłamstwem życiu, aż wreszcie sami nie potrafimy zdać sobie sprawy co tak na prawdę jest prawdą, a co nie.
Jestem jedną z tych osób.
Nazywam się Grace Winslet.
Sama zaplątałam się w sieć kłamstw.
Chciałabym opowiedzieć wam jak mnie dopadł mrok, z którego niestety nie zdołałam się wydostać.

____________________________________________

Okay, więc jest i prolog! Mam nadzieję, że wam się spodobał, oraz zainteresował. No i oczywiście mam nadzieję, że zostaniecie ze mną dłużej!
Jeśli chcielibyście się więcej dowiedzieć na temat fabuły z boku jest zakładka "Opis" do której serdecznie zapraszam, jak i do obejrzenia zwiastuna (również mojego autorstwa):


A jeśli ktoś z was chciałby być informowany o nowych rozdziałach to zapraszam do zakładki "Informowani" :) Pierwszy rozdział pojawi się w piątek (10.07)