poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 04

Pochyła czcionka = retrospekcja.

---------------------------------

Gdy byłam jeszcze dzieckiem nauczycielka w szkole zapytała mnie czy boję się potworów. Bez żadnego zastanowienia odpowiedziałam jej, że nie, na co ta zaskoczona moją odpowiedzią zapytała dlaczego. Moja odpowiedź była prosta.
Nie bałam się potworów bo bałam się ludzi. Ludzie są gorsi niż potwory.
Potrafią jednego dnia wbić ci nóż w serce, a drugiego wstać z uśmiechem na twarzy i zadzwonić bezczelnie z zapytaniem "co u ciebie?". Czy tak nie robią tylko prawdziwe potwory?
Coś czającego się w nocy w szafie lub pod łóżkiem jest tylko naszą wyobraźnią* z dzieciństwa, która z wiekiem dorastania znika, niestety- ludzie nie znikają.
Czy to nie jest przykre, że człowiek potrafi zrobić drugiemu człowiekowi krzywdę tylko dlatego, że ma lepiej od niego?
Czy nie powinniśmy się cieszyć szczęściem innym?
Czy nie ironią jest to, że mówię o ludziach jak o potworach kiedy sama nim jestem?
Niestety, niektórzy stają się potworami nie ze swojego wyboru.



15 sierpnia 2003 r.


Skuliłam się w rogu pokoju bezskutecznie próbując uwolnić się od krzyków moich rodziców. Im mocniej przyciskałam moje małe dłonie do uszu by je zagłuszyć tym dźwięki dochodzące z dołu wydawały się coraz głośniejsze.

 - Wracasz do domu pijany i myślisz, że rzucę ci się w ramiona?! Jesteś cholernym nieudacznikiem!- słyszę krzyk mojej mamy, ale nie ruszam się z miejsca bo wiem, że nie mogę.
 - Jesteś nic nie wartą suką!- mój tato krzyczy coraz głośniej. Chciałabym zejść na dół i poprosić rodziców, żeby się nie kłócili, ale mama zawsze każe mi iść do swojego pokoju gdy tylko tato wraca do domu. Dawno już nie widziałam mojego taty.
Odgłos tłuczonego szkła, przewracającego się krzesła i płaczu mamy towarzyszył mi codziennie i nie potrafiłam się od nich uwolnić. Nie rozumiałam dlaczego tato tak bardzo krzyczy na mamę, przecież ona była grzeczna.
Nagle jak za odjęciem czarodziejskiej różczki cały hałas zniknął. Otworzyłam oczy, które tak mocno zaciskałam przez cały ten czas i uwolniłam uszy od moich rąk by upewnić się, że na prawdę wszystko ucichło. Wstałam niepewnie i podeszłam do drzwi łapiąc za klamkę. Chciałam wyjść z pokoju, ale zawahałam się.
To zawsze mama przychodziła do mnie i mówiła mi kiedy mogę już wyjść, ale tym razem jej nie było, a ja naprawdę chciałam zobaczyć tatę.
Wyszłam na korytarz i pomału zeszłam po schodach, starając się przy okazji, żeby nie wydać żadnych głośniejszych dźwięków. Zastanawiałam się czy tatuś już sobie poszedł. Zazwyczaj kiedy wychodziłam ze swojego pokoiku już go nie było, ponieważ mama go wyrzucała, lub zabierali go panowie policjanci.
Weszłam pomału do kuchni, gdzie zastałam bardzo dziwny widok. Mój tatuś klęczał obok mojej mamusi, która leżała na ziemi. 
 - Tato, czy mama zemdlała?- zapytałam wchodząc głębiej do kuchni. Mężczyzna odwróciłam głowę gwałtownie w moją stronę jakby nagle przypomniało mu się o moim istnieniu.
Gdy wstał, udało mi zobaczyć ogromną czerwoną plamę zbierającą się obok głowy mojej mamy. Czy to krew?
 - Tatusiu, co się stało mamie?- zapytałam, a w moich dziecięcych oczach pojawiły się łzy. - Dlaczego ona się nie rusza?- zapytałam.
 - Idź na górę!
 - Ale, tato...
 - Powiedziałem, idź na górę!- krzyknął, przy okazji strącając ze stołu wazon w którym znajdowały się stokrotki. Sama je zerwałam.
Popatrzyłam ostatni raz na przerażający widok przede mną i ruszyłam pędem do góry bo wiedziała, że jak tato jest zły to może mi coś zrobić.
W ten dzień ostatni raz widziałam moją mamusię.


~*~

Leżałam na kanapie, wpatrując się w cholerny sufit, ponieważ jak na razie nie potrafiłam znaleźć sobie lepszego zajęcia, a przez tych debili nie mogłam pooglądać nawet telewizji.

Iwo wraz z Cody'im przekomarzali się która drużyna piłkarska jest lepsza i dlaczego, a ja jedyne co miałam ochotę teraz zrobić to pozbyć się i jednego i drugiego.
Czy oni do cholery mogą się zamknąć?!
 - Boże, jaki z ciebie idiota! Jak możesz sądzić, że Manchester United jest lepsze?!- krzyknął Iwo, łapiąc się przy okazji za głowę.
 - Nie dramatyzuj tak bo majtek nie dopierzesz- mruknęłam. Podniosłam się z miejsca i opuściłam pokój czując na sobie mordercze spojrzenia Collins'a.
Weszłam do kuchni, odłączyłam mój telefon od ładowarki i przy okazji sprawdziłam czy nie miałam żadnej nowej wiadomość lub nieodebranego połączenia.
Minęły już cztery dni odkąd spotkałam się z Calum'em i nie dostałam jeszcze do tej pory, żadnego znaku życia od niego. Zastanawiałam się już powoli czy czasami nasz plan szlak jasny nie trafił i czy to ja powinnam do niego zadzwonić czy coś.
Postanowiłam, że jeśli do końca dnia się nie odezwie, to ja to zrobię.
Zabrałam mój telefon wraz z jabłkiem i ruszyłam do swojego pokoju z zamiarem zaszycia się w moim ciepłym łóżku i oglądania Supernatural.
Gdy tylko weszłam do sypialni, mój telefon wydał dźwięk, który mówił o nowym połączeniu. Odebrałam nawet nie sprawdzając kto to, bądźmy szczerzy, wszyscy wiemy kto to.
 - Halo?- zapytałam, przykładając telefon do prawego ucha. Spojrzałam na moje łóżko, na którym były jakieś książki i ciuchy, więc jednym machnięciem ręki zrzuciłam wszystko na ziemię.
Później to posprzątam.
 - Miło cię znowu słyszeć, Grace.- usłyszałam miękki głos Calum'a na co się uśmiechnęłam.
Tak bardzo naiwny.
 - Hej. Długo się nie odzywałeś- stwierdziłam. Usiadłam na łóżku i podrzuciłam jabłko w jednej ręce.
 - Musiałem coś załatwić. Za miastem- uciął szybko. Zmarszczyłam brwi i szybko podniosłam się z łóżka.
Za miastem? Dlaczego nic nie wiem, że on w ogóle opuścił Sydney? Jak widać chłopacy zawsze odwalają dobrą robotę.
 - Mam nadzieję, że to nic złego- powiedziałam, przy okazji mając nadzieję że nie wyczuje w moim głosie złości.
 - Nie. Po prostu- westchnął.- Musiałem załatwić broń- przyznał się. Broń? To nie wróży nic dobrego.
 - Oh...- mruknęłam cicho.
 - Wiem, że to dla ciebie nowość, ale mam nadzieję, że nie będziesz mnie osądzać czy coś.- usłyszałam zmieszanie w jego głosie.
Gdybyś tylko wiedział jaka to dla mnie "nowość".
 - Nie. Oczywiście, że nie- uśmiechnęłam się.- Może się spotkamy?- zapytałam, spoglądając na zegarek, który wskazywał siedemnastą osiem.
 - Pewnie. Może pod ciebie podjadę? Tylko musisz mi podać adres- powiedział, a ja zbladłam. Co mam mu powiedzieć?! Cholera.
Myśl Grace, myśl.
- Yyy... Może spotkamy się pod tą kawiarnią w której widzieliśmy się ostatnio? Muszę coś załatwić na mieście- odpowiedziałam. Czekałam na jego odpowiedź z nadzieją, że nie wyczuł w tym nic podejrzanego.
 - Pewnie, spotkajmy się o dwudziestej, dobrze?- zapytał. O dwudziestej?
 - Okay, do zobaczenia.
 - Pa.- odłożyłam telefon i zmarszczyłam brwi. Czas postawić chłopców do pionu.

~*~

 - Co do cholery robiliście przez cały weekend?- zapytałam, spoglądając na nich.
 - Oglądaliśmy telewizor.- odparł jak gdyby nigdy nic Iwo.
Zaraz czymś rzucę, i to prosto w niego.
 - Oglądaliście telewizor? A czy może, któryś z was wie, że w weekend Hood był poza miastem? I to po zapas broni?
 - Czekaj- powiedział Cody.- Skąd to wiesz?
 - Sądzę, że odpowiednie pytanie powinno brzmieć: Dlaczego wy nie wiecie?- założyłam rękę na rękę i zmierzyłam ich wzrokiem. Okay rozumiem, można się rozerwać, jesteśmy jak rodzina, a rodzina to nie tylko interesy. Ale bądźmy szczerzy- broń nie oznacza nic dobrego.
Oznacza zagrożenia, o którym powinniśmy wiedzieć. Wiedzieć, a potem je wyeliminować.
 - To nie możliwe, obserwujemy ich przecież- odpowiedział Iwo, który przy okazji wstał z miejsca. Chciałam coś jeszcze dodać, ale do pokoju wszedł Aaron, a po jego minie można było wywnioskować, że nie wróżył nic dobrego.

~*~

Calum's POV

 - Sprawdziłeś ją?- zapytałem chyba już milionowy raz mojego przyjaciela. Ashton siedział przy laptopie przeszukując wszystkie możliwe źródła informacji przy okazji w spokoju znosząc moje pytania. Jakim cudem one go nie wkurzały? One nawet mnie już zaczęły wkurzać.
 - Tak, sprawdziłem ją- mruknął cicho.- Dziesięć razy- dodał po chwili.
Westchnąłem.
 - Przepraszam stary, wiesz, że chcę mieć pewność- przetarłem oczy rękoma.
 - Jak każdy normalny dzieciak chodziła do szkoły, potem zmarła jej matka, a ojciec poszedł do paki. Siedziała trochę w domu dziecka, ale wreszcie przygarnął ją jakiś wujek- powiedział i zamknął laptopa.- Calum, jeszcze dobrze jej nie poznałeś, widzieliście się raptem razy i już ją sprawdzasz? Co z tobą?
 - Nie wiem, chyba to głupie, ale nie mam ochoty was narażać, pamiętasz jak...
 - Calum- chłopak mi przerwał mierząc surowym wzrokiem. - Temat Alice jest skończony. Było, minęło.
 - Wiem, ale chce być pewny.
 - W razie czego zapomnę, że to dziewczyna i skopie jej tyłek- zaśmiał się, a ja razem z nim. 
 - Ashton?- zapytałem gdy chłopak już podnosił się z miejsca przy okazji zwracając jego uwagę.
 - Tak?
 - Ta rozmowa i cała reszta zostaje między nami. Rozumiesz?
 - Jasne Azjato- zaśmiał się.- Nikt się nie dowie, że jego szef jest mięczakiem.
 - Pierdol się Irwin- mruknąłem.- I jeszcze coś! Nie jestem Azjatą idioto!- zawołałem na co obaj po chwili wybuchnęliśmy śmiechem. 
Ashton wyszedł z pokoju, a ja spojrzałem na zegarek, który wskazywał równo dziewiętnastą dwadzieścia, co oznacza, że za czterdzieści minut widzę się z Grace. Spotkaliśmy się na razie tylko raz, a ona już zdążyła mnie nieźle zainteresować. Normalnie dziewczyny, które dowiadywały się kim jestem, uciekały gdzie pieprz rośnie. Chyba, że były to - ładnie mówiąc - dziewczyny lekkich obyczajów lub po prostu taki, którym zależy tylko na seksie. 
Ale on na taką nie wyglądała, tym bardziej zdziwiło mnie, że chciała się ze mną spotkać pomimo tego, że wie czym się zajmuję.
To może być bardzo interesujące.


*chyba, że oglądasz supernatural jak ja to w tedy pamiętaj,że nawet ruszająca się firanka przy otwartym oknie jest podejrzana!


_________________________________________________________

Pozwalam wam śmiało na wszelką krytykę w stronę mojej osoby. Dosyć, że ostatni rozdział pojawił się ponad miesiąc temu to na dodatek to coś (tak chodzi mi o ten rozdział) w ogóle nie powinno być opublikowane jest krótko mówiąc do dupy i powinien zostać gdzieś głęboko zakopany.
Zawiodłam was dlatego postanowiłam wziąć się w garść. Rozdziały od dzisiaj będą pojawiały się w weekendy co tydzień lub dwa i będę się tego trzymać (obiecuję, że będę się mocno starać, żeby was nie zawieść). Mam nadzieję, że nie jesteście bardzo źli gdyż opóźnienie nie wynika tylko z tego, że nie potrafiłam wziąć się w garść, ale niestety mój laptop umarł [*].
To cud, że go uruchomiłam i się nie zapalił (btw chyba jest za gorący ale to szczegół xd). Do następnego (który mam nadzieję, że będzie lepszy!).
Ps. Przypominam, że możecie tweetować z #TheGameFF (odnośnik znajduję się z boku jakby nie chciało wam się wchodzić na tt czy coś xd)

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 03

Siedziałam na łóżku śledząc poczynania Rebecca'i i zastanawiając się przy okazji jak posprzątam ten cholerny bałagan wywołany jej pomocą.
Ale wiecie taka pomoc przez taki ogromny cudzysłów.
Gdy tylko odpisałam Calum'owi na wiadomość, która zawierała w sobie potwierdzenie naszego spotkania i oznajmiłam to wszystkim, którzy zgromadzili się w salonie to Preston zdecydowała, że musi wybrać mi ciuchy i nie przyjmuje żadnych sprzeciwów, a nawet jeśli będzie trzeba to zabierze mnie na szybkie zakupy.
Szybkie zakupy w jej przypadku to było minimum cztery godziny dlatego modliłam się, żeby coś znalazła u mnie lub - w naprawdę bardzo, bardzo nagłym przypadku - u siebie.
 - Czy masz w szafie coś co nie jest czarne, szare lub białe?- jęknęła wyrzucając kolejną koszulką z mebla.
 - Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na randce okay? Nie wiem nawet czy to spotkanie mogę nazwać randką, więc po co miałby mi być potrzebne jakieś szykowane stroje?- zapytałam ją i opadłam na łóżku wpatrując się w sufit.
 - Ale, żeby do cholery nie mieć w szafie żadne sukienki lub szpilek?!- odwróciła do mnie głowę i spojrzała na mnie karcąco na co wzruszyłam ramionami.
 - Becca, my idziemy spotkać się do kawiarni, a nie na jakiś cholerny bankiet! Po co mi szpilki i sukienka do kawiarni?!- zapytałam mając przy okazji nadzieję, że do mojej koleżanki wreszcie coś dotrze, ale niestety na marne. Czasami mam wrażenie, ze dookoła swojego mózgu ma wybudowany jakiś cholerny Mur Chiński przez co jak się uprze to nie ma zmiłuj się.
Zacznijmy od tego, że nie wiem nawet czy ona w ogóle posiada mózg.
Można żyć bez mózgu?
 - I jak dziewczyny? Wybrałyście już odpowiednią bieliznę?- do pokoju wparował uśmiechnięty Iwo.
Cóż witaj odpowiedzio na moje pytanie. Można żyć bez mózgu.
 - Jasne po co pukać, wchodź, czuj się jak u siebie.- mruknęłam na co brunet wreszcie przeniósł wzrok na mnie i burknął coś pod nosem.
Dzisiaj rano zawarliśmy z Iwo taki mocno naciągany rozejm więc mogę na razie czuć się bezpieczne przez jakieś kolejne trzy godziny.
Dobrze, że za dwie wychodzę.
 - Bieliznę?- rzuciła oburzona Preston.- To dopiero na drugiej randce idioto.- mruknęła i wstała z podłogi.
Jakim cudem, żyje w tym domu wariatów i jestem jeszcze normalna?
 - Zaraz przyjdę, przyniosę coś ze swojej szafy.- oznajmiła nam i wyszła z pokoju zostawiając cały bałagan.
Ona tego jeszcze nie wie, ale uświadomię ją, że będzie to sprzątać.
Po pięciu minutach brunetka wróciła i rzuciła we mnie ubrania czego się nie spodziewałam więc nie zdążyłam ich złapać i wylądowały dosłownie na mojej twarzy.
 - Włóż to.- powiedziała i złapała Iwo za rękę przy okazji wyprowadzając go z pokoju bym mogła się przebrać.
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy by nogą odsunąć wszystkie ubrania na bok tak bym miała dostęp do lustra. Ściągnęłam swoją niebieską koszulkę z logiem Superman'a i czarne getry oraz włożyłam ciuchy, które dała mi dziewczyna.
Miałam na sobie zwykłą szarą koszulkę z krótkim rękawkiem, bordową spódnicę, czarne zakolanówki i na to zarzuconą dżinsową kurtkę.
Szczerze muszę powiedzieć, że wyglądałam trochę dziwnie, po prostu jak nie ja, ale ładnie. Na prawdę mi się spodobało co było dużym zaskoczeniem bo nienawidzę ani sukienek ani spódnic.
Punkt dla Preston.
Zabrałam małą czarną torebkę do której wrzuciłam telefon, portfel i chusteczki i wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół. Schodząc po schodach miałam małe déjà vu związane z pierwszą imprezą.
Na dole stał Cody wraz z Aaronem czekając na mnie. Stanęłam przed nimi i spojrzałam w dół na spódnicę, a potem znowu na nich.
 - I jak? Mogę tak iść?- zapytałm, przechylając lekko głowę.
 -Wyglądasz super.- skomentował Cody, a McKinley pokiwał głową na potwierdzenie jego słów.
 - Dobra jedźcie już. Powodzenia.- odparł jeszcze blondyn, a ja się do niego lekko uśmiechnęłam.
 - Mam nadzieję, że nie będzie mi potrzebne.

~*~

Gdy otworzyłam drzwi do kawiarni nad moją głową zadzwonił dzwoneczek informując wszystkich o przybyciu nowego gościa. Zaraz po przekroczeniu progu i zamknięciu za sobą drzwi do moich nozdrzy dotarł zapach świeżo parzonej kawy i ciastek. Rozejrzałam się dookoła i gdy nie zauważyłam Calum'a postanowiłam sprawdzić mój zegarek, który wskazywał na to, że jestem o pięć minut za wcześnie w miejscu spotkania. Podeszłam do lady z zamiarem złożenia zamówienia.
 - Witam, co dla ciebie?- przywitała mnie niska blondynka z ogromnym uśmiechem na twarzy. Jej plakietka mówiła mi, że ma na imię Kate. Włosy miała związane w wysokiego kucyka, a jej czarny uniform z logiem lokalu był lekko pobrudzony czekoladą.
 - Poproszę latte.- odwzajemniłam jej uśmiech. Po tym jak zapłaciłam zaczęłam wzrokiem szukać wolnego stoliku, który znajdował się z tyłu lokalu zaraz przy oknie.
Myślę, że może być.
Znaczy tak ogólnie to to jest jedyny wolny stolik więc czy chciałabym czy nie może być ponieważ nie mam zamiaru stać jak jakaś idotka.
Ruszyłam w jego kierunku, starając się wyminąć zgrabnie wszystkie stoliki, które stały na mojej drodze. Przysięgam, że człowiek, który wymyślił rozmieszczenie tych cholernych przedmiotów chyba był na haju. Zdecydowanie powinien zmienić dilera.
Zajęłam wreszcie wolne miejsce przy okazji ciesząc się, że w czasie mojej "wyprawy" nikt nie zdążył go zająć.
Spojrzałam za okno dostrzegając ludzi przemieszczających się szybkim tempem po parku po drugiej stronie ulicy. Szczupła brunetka właśnie krzyczała na swojego syna co mogłam wywnioskować z jej mimiki twarzy oraz gestów. Wysoki mężczyzna w szarym garniturze z kępką siwych włosów na głowie uparczywie przeszukiła teczkę przy okazji przytrzymując ramieniem telefon do którego coś wykrzykiwał. Para dwóch biegaczy właśnie przecięła mój zasięg wzrokowy, ale tak szybko jak sie pojawili to tak szybko znikneli. Para nastolatków siedzących na ławce przytulali się, chłopak właśnie nachylił się do dziewczyny szeptając jej coś do ucha, na co ona zachichotała przy okazji zakrywając usta dłonią.
To mogłabym być ja, to ja mogłabym siedzieć na głupiej ławce w głupim parku z miłością mojego życia i jedyne zmarwienia jakie bym miała to egzaminy na studiach, dorywcza praca czy co założyć na imprezę.
Niestety moje zmartwienia odbiegają od normy.
Często zastanawiałam się nad tym by przestać, by po prostu rzucić to wszystko w cholerę i mogłabym wreszcie wziąć głęboki oddech i poczuć się wolną. Ale to nigdy nie nastało. To życie to cholerna pułapka w którą jeśli już raz się wplączesz to nie ma ucieczki. Możesz wynieść się stąd na drugi koniec świata, ale i tak zawsze znajdzie się ktoś kto będzie cie pamiętał wraz z twoimi błędami. A ucieczka nie jest rozwiązaniem, muszę się skonfrontować z rzeczywistością, którą wybrałam.
To był mój wybór i teraz muszę ponieść pełne konsekwencje.
 - Przepraszam, czy to miejsce jest wolne?- z moich myśli wyrwał mnie obcy głos. Odwróciłam się i już chciałam powiedzieć temu komuś, żeby spadał gdzie pieprz rośnie, ale moje oczy napotkały uśmiechniętą twarz Calum'a. Mimowolnie sama się uśmiechnęłam i sporzałam wymownie na zegarek.
 - Wiesz, byłam umówiona tu z takim jednym dupkiem, który sie spóźnia, więc w sumie możesz usiąść.- chłopak zaśmiał się i zajął miejsce na przeciwko mnie.
 - Dupek? Auć, zabolało.- tym razem to ja się zaśmiałam.- Przepraszam za spóźnienie, ale wypadła mi ważna sprawa do załatwienia.- zamrszczył nos w zdekoncentrowaniu.
 - Wybaczam. Ale następnym razem nie będę czekać.- powiedziałam i nachyliłam się bliżej bruneta, który naśladując mój ruch zrobił to samo.
 - Sugerujesz, że będzie następny raz?- zapytał poważnie, ale mogłam dostrzec na jego ustach cień uśmiechu. Pokręciłam z rozbawieniem głową.
- A chciałbyś by był?- zapytałam spoglądając w jego oczy, ale niestety nie było mu dane odpowiedzieć ponieważ przerwał nam kelner, który przyniósł nasze zamówienie.
Podziękowałam mu skinieniem głowy i przeniosłam z powrotem uwage na bruneta.
 - Ślicznie wyglądasz.- odparł upijając łyk swojego napoju na co co lekko się uśmiechnęłam.
 -Dziękuje.
- Więc co skłoniło ciebie i twoją koleżanke do przeprowadzki w takie miejsce jak to? Raczej nie opływa ono dobrą opinią.- zapytał przyglądając mi się.
Cóż, gang do którego należę, chce odebrać wam władzę, więc przeprowadziliśmy się tutaj, a ja teraz jestem z tobą na randce żebym mogła wyciągnąć od ciebie informacje i żeby łatwiej nam byłoby was pokonać.
 - Jak już mówiłam, lubimy wyzwania. A to miejsce chyba jest do tego idealne.- odesłałam moje poprzednie myśli na sam tył mojej głowy i próbowałam ciągnąć kłamstwo, które wczoraj zaczęłam.
 - Może i tak, ale w tym mieście raczej nie chodzi o wyzwania, ale raczej o niebezpieczeństwo nie sądzisz?- zamrszczył brwi spoglądając na mnie na co wzruszyłam ramionami.
No dalej Grace! Wymyśl coś!- karciła mnie moja podświadomość, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
Cholera, cholera, cholera.
 - W takim razie co ty tu też robisz?- zapytałam upijając łyk kawy.
Panie i panowie! Brawa dla mnie!
Chłopak spojrzał przez okno, a potem spuścił wzrok na swój kubek z kawą.
 - Nie sądzę, że chciałabyś to wiedzieć.- Już wiem.- Nie wiem po co w góle cie tu zaprosiłem, powinnaś trzymać sie ode mnie z daleka. Dla twojego dobra.- odparł podnosząc się z miejsca, na co chwyciłam go za rękę i pociągnęłam z powrotem na miejsce.
To sie nazywa obrót sytuacji.
Spanikowałam, ale musze do cholery coś zrobić bo inaczej cały plan będzie stracony.
 - Skąd wiesz co jest najlepsze dla moje dobra?
 - Zaufaj mi, gdybyś wiedziała kim jestem już dawno by cie tu nie było.- odpowiedział i znowu chciał wstać, ale ja znowu go zatrzymałam.
Albo ryzykuje, albo po planie. Wdech, wydech, wdech, wydech,
 - Wiem kim jesteś.- odparłam spokojnie przyglądając mu się. Oczy chłopaka powiększyły się, a on sam z powrotem opadł na krzesło na przeciwko.
 -Wiesz?- zapytał marszcząć brwi na co wywróciłam oczami.
 - A co przed chwilą powiedziałam? I widzisz? Wiem i dalej tu jestem.- rozłorzyłam ręcę i wskazałam siebie.
 - W takim razie jak już słyszałaś o mnie to dlaczego zgodziłaś się tu przyjść?
 - Wiem o tobie tylko z opowiadań ludzi z okolicy. Ale życie mnie już nauczyło, że nie zawsze to co mówią wszyscy dookoła jest prawdą. Najpierw trzeba poznać perspektywy danej osoby, a potem osądzać.- powiedziałam i podniosłam filżankę z kawą do ust przy okazji biorą z niej łyka.
 - A jeżeli to co mówią ludzie jest prawdą.
 - Nigdy to co ludzie mówią nie jest prawdą wiesz? Oni wszyscy myślą, że cie znają i mogą osądzać, ale tak nie jest. Nikt nie ma prawa nikogo osądzać bo czasami ludzie są zmuszani przez coś do złych rzeczy chociaż sami w sobie nie są źli.- odpowiedziałam i spojrzałam za okno.
Nie wiem dlaczego to powiedziałam, być może to zdanie nie nawiązywało tylko do Calum'a.

~*~

Moja ręka odruchowo zjechała do paska by upewnić się, że broń jest na miejscu.
I na szczęście była.
Oparłam dłonie na pniu drzewa i wychyliłam się tak żeby zobaczyć czy nasz cel się zbliża, ale też tak, żeby nie było mnie widać. Mały uśmiech wkradł się na moje usta kiedy zobaczyłam tego idiotę. Rozglądał się dookoła by sprawdzić czy nikt go nie przyłapie na tym co robi, ale się spóźnił, doskonale wiedzieliśmy co robił jak i doskonale wiedziałyśmy, że to będzie jego ostatnia czynność wykonana za życia.
Mark Bennett. Średniego wzrostu brunet około czterdziestki, który raz na dwa tygodnie wywozi śmieci do lasu. Zapożyczył u Aarona niezłą sumkę, ale nawet mu się nie śni jej zwrócić, więc musi ponieść konsekwencje. Biedny. Nawet nie wie, że jego dni są policzone. Zaraz, chyba minuty.
Kiwnęłam lekko głową do Rebecca'i, która stała schowana za innym drzewem, dając przy okazji znak, że nasz bezbronny cel złapał się już w pułapkę i możemy przystąpić do działania.
Wyszłyśmy z naszych kryjówek i zaczełyśmy iść w kierunku nic nieświadomego mężczyzny, który rozsypywał śmieci. Gwizdnęłam głośno na co szybko się odwrócił w naszą stronę.
 - No, no, no. Ładnie to tak zaśmiecać piękną matkę naturę?- zapytała Preston przy okazji rozkładając ręce i rozglądając się dookoła jakby naprawdę martwiła się dalszym losem naszego środowiska.
 - Czego chcecie?- warknął starszy mężczyzna, ale już po chwili cofnął się o dwa kroki do tyłu.
Możesz cofać się ile chcesz, ale my zawsze będziemy krok przed tobą, krok przed wszystkimi- pomyślałam, ale oszczędziłam mu moich wywodów więc słowa te nie wypłynęły na światło dzienne.
 - To nie ładnie pożyczać pieniądze i ich nie oddawać, nie sądzisz?- zapytałam go na co w jego oku pojawił się błysk zrozumienia. Och już wiesz co chcemy?
 - Obiecuje, że wszystko oddam, przysięgam. Ale teraz nie mam z czego moja żona jest bardzo chora i..
 - Nie sądzisz Grace, że to robi się już nudne? Zawsze ich ostatnie słowa przed śmiercią to obietnice, że wszystko oddadzą, ale teraz nie mają z czego, że ktoś jest chory, albo, że ktoś ich okradł bla, bla, bla. Czy nikt nie może być oryginalny?- Rebecca przerwała jego wypowiedzenie i spojrzała na mnie z udawanym smutkiem.
 - O...os...ostatnie słowa?- wyjąkał mężczyzna, a jego oczy powiększyły się ze strachu.
 - A co ty myślałeś? Że przyszłyśmy się tu z tobą pobawić?- warknęłam w jego stronę i sięgnęłam po pistolet.
 - A....ale ja mam rodzinę! Dzieci! Proszę nie róbcie tego!- po jego policzkach zaczęły spływać łzy na co ja tylko głośno westchnęłam. Zawsze wszyscy muszą odstawiać taki dramat? Jezu, jakbyś trzymał się swoich spraw to ta sytuacja nie miałaby miejsca.
Pewnie zastanawiacie się dlaczego mnie to nie rusza, otóż już wyjaśniam. Gdyby to miało mnie ruszać za każdym razem to w życiu nikogo bym nie zabiła i nie siedziała w tym gównie w którym teraz jestem. To ludzie mnie tego nauczyli, nauczyli mnie, że emocje to nasza słabość, nie możemy ich pokazywać. Jeśli je pokazujemy to okazujemy również słabość. Dla mnie nikt nigdy nie miał litości, więc dlaczego ja miałabym ją mieć dla innych?
 - Trzeba było myśleć o nich kiedy brałeś te pieprzone pieniądze!- krzyknęła Preston, widocznie już miała dość jego gadki. Dobra trzeba to skończyć.
Ruszyłyśmy obie w jego stronę, a on odwrócił się i zaczął uciekać. Spojrzałam na moją przyjaciółkę, która tylko westchnęła.
 - Jak ja nienawidzę biegać.- mruknęła i po chwili ruszyłyśmy za nim. Zaczęłyśmy się przedzierać przez wszystkie gałęzie i krzaki, które stawały nam na drodze. Czułam się teraz jak lew, który biegł za bezbronną gazelą.
Byłyśmy od niego szybsze, to było oczywiste, ale on tylko ułatwił nam zadanie ponieważ gdy zbliżałyśmy się powoli do niego ten idiota potknął się o gałąź i wylądował twarzą w dół na błotnistej ziemi. Przewrócił się na tyłek z zamiarem poniesienia się i kontynuowania swojej ucieczki, ale niestety było już za późno.
Przyłożyłam mu lufę pistoletu do skroni i strzeliłam. Huk szybko zniknął w ogromnej przestrzeni lasu, a po chwili ptaki, które znajdywały się na drzewie obok wzbiły się w górę, zapewne przestraszone dźwiękiem.
 - Nigdy więcej nie będę za nikim biegać.- powiedziała moja przyjaciółka gdy wyciągnęła z kieszeni telefon by zadzwonić do Cody'iego i Iwo, że mają "coś" do posprzątania.
Dziewczyna zakończyła połączenie i spojrzała na mnie z ogromnym uśmiechem.
 - Jak wczorajsza randka? Nie miałam wczoraj okazji się dowiedzieć bo wróciłaś dosyć późno.- poruszyła zabawnie brwiami na co ja się zaśmiałam.
 - Oddal swoje zboczone myśli na bok Preston, nic sie nie wydarzyło.- odparłam i ruszyłam z powrotem w kierunku naszego samochodu.
 - Dowiedziałaś się czegoś?- zapytała gdy znalazła się obok mnie.
 - To było pierwsze spotaknie.- odparłam i wywróciłam oczami.- Przecież nie rozmawialiśmy o jego gangu geniuszu, tylko bardziej o zwykłych rzeczach.
 - Zwykłych rzeczach? Dla nas zywkłymi rzeczami są właśnie gangi.
 - Wiem, ale on tego nie wie.- westchnęłam i wyciągnęłam kluczyki z kieszeni gdy znalazłyśmy się przy pojeździe.
 - Wiesz co Grace? Nie chciałam tego wcześniej mówić przy wszystkich bo wiem, żeby mnie wyśmiali czy coś, ale uważaj. Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem.
 - Potrafię się bronić.- fuknęłam w stronę przyjaciółki. Kobieto do cholery przed chwilą zabiłam jakiegoś gościa w lesie, a ty sie martwisz o moje bezpieczeństwo?!
 - Nie chodzi o o fizyczną samoobronę głupku. Przed uczuciami nie da się uciec pamiętaj.
 - Nie rozumiem.- zmarszczyłam brwi spoglądając na nią.
 - Nie zakochaj się w nim, Grace.

______________________________________________________________________

Hej kochani! Przepraszam, że tak długo czekaliście na rozdział, ale było to spowodowane moim wyjazdem do UK! Na prawdę przepraszam, ale nie potrafię się tu dorwać to jakiekolwiek laptopu xd
Nawiązując również do tego może sie tu znaleźć duuużo błędów bo pisze z ang laptopa i dosłownie każde polskie słowo mi się podkreśla na czerwono więc mogłam dużo błędów przeoczyć. Nie wiem kiedy dokłądnie pojawi się 4 rozdział, ale postaram sie go dodać pod koniec przyszłego tygodnia :)
A do samego rozdziału jak wam się podoba? Wiem, że na razie jest mało Calum'a, ale spokojnie akcja dopiero się rozkręca ;)
Czekam na wasze opinie w komentarzach :)
+ wiem, że dużo teraz fanfictions ma swoje # na tt i może wam też by się chciało potweetować z jakimś #? Co wy na #TheGameFF ? :)

czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 02

Mężczyzna wraz ze swoją nastoletnią córką wbiegli w jedną z opustoszałych uliczek, a na moich ustach pojawił się uśmiech ponieważ to była najgłupsza rzecz jaką mogli obydwaj zrobić.
Razem z Cody'im ścigaliśmy ich od jakiś pięciu minut i trzeba było przyznać, że mieli niezłą kondycję. Chociaż tak na prawdę goniliśmy tylko samego faceta, nie nasza wina, że akurat razem z nim była jego siedemnastoletnia córka.
Wbiegliśmy za nimi i prawie od razu zatrzymaliśmy się widząc ich przerażone miny gdy zdali sobie sprawę co zrobili.
Znajdowali się w ślepym zaułku.
Mężczyzna- niejaki Billy Holly, 46 lat, wdowiec, córka Amanda, 17 lat. To było w raporcie, który otrzymaliśmy od Aarona.
Billy musiał chyba nieźle zaleźć mu za skórę skoro McKinley wyraźnie powiedział, że nie chce żadnych tłumaczeń tylko od razu mamy się go pozbyć.
 - Błagam nie róbcie nic mojej córce! Ze mną zróbcie co chcecie, ale proszę zostawcie ją w spokoju!- zaczął zasłaniać Amanda'e swoim ciałem, a mi przez chwile zrobiło się jego żal.
Właśnie, przez chwilę.
 - Przykro mi.- powiedział Jonson chociaż oboje doskonale wiedzieliśmy, że nie jest mu przykro.- Czasami ludzie znajdują się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.- rozłożył spokojnie ręce i wzrokiem zilustrował siedemnastoletnią dziewczynę.- Ale to już nie nasza sprawa.
Podszedł do mężczyzny i odciągnął go od przerażonej dziewczyny, przy okazji popychając na ścianę i przystawiając lufę od pistoletu do głowy. Spojrzał na mnie dając mi tym znać, żebym zajęła się dziewczyną.
Amanda siedziała na betonowym chodniku, skulona w kącie i cicho łkała. Spoglądając na nią przywołałam niechciane wspomnienia. Była w tym momencie tak bardzo podobna do mnie i była tak samo przerażona jak ja kiedyś. Siedziała w ten sam sposób w podobnym miejscu. Różnica niestety jest taka, że ona chciała przeżyć, a ja w tedy chciałam umrzeć.
Potrząsnęłam szybko głową pozbywając się tych myśli i podeszłam do niej kucając przy okazji - chcący albo może i nie - zasłaniając jej widok ojca, który teraz leżał zakrwawiony na ziemi.
Brunetka podniosła wreszcie swoją głowę i właśnie w tym momencie zrobiłam coś czego nigdy nie powinnam była robić- spojrzałam w jej oczy.
W jej pełne łez, piękne szafirowe oczy. Patrzyły na mnie z nadzieją, patrzyły na mnie tak jakby to ode mnie wszystko teraz zależało. Mogłam dać jej żyć, znalazła by w tedy chłopaka, wyszła za niego za mąż, urodziła dzieci, kupiła psa i dom i żyłaby długo i szczęśliwie. Teraz to wszystko zależało ode mnie, przez te zaledwie parę minut to ja byłam Bogiem i to ja miałam zdecydować o jej przyszłości.
Przełknęłam rosnącą gule w gardle i przystawiłam jej nóż do gardła.
 - Jakieś ostatnie słowa?- szepnęłam nie odrywając wzroku od jej szklistych oczu. Nigdy się o to nie pytałam i nie mam bladego pojęcia co mnie naszło na rozmowę. Przez moje myśli coraz szybciej przepływały obrazy z przyszłości. Jak dziewczyna przede mną żyje szczęśliwie zapominając o całym tym dramacie. Ona miała szansę na normalne życie, ja już nie.
 - Życzę wam, żebyście spłonęli w piekle.- wyłkała na co się uśmiechnęłam.
 - Kochanie, my już płoniemy. Piekło jest tutaj, na ziemi, a my jesteśmy jego królami.- odpowiedziałam, ostatni raz spoglądając na jej twarz.
I poderżnęłam jej gardło.

~*~

Usiadłam na białym fotelu w pokoju Aarona przyglądając się przy okazji jego poczynaniom. Blondyn odbywał właśnie ważną rozmowę telefoniczną. Co chwilę marszczył brwi lub zamaszyście potrząsał głową, jestem ciekawa z kim rozmawia.
Miałam trochę czasu na rozejrzenie się po jego pokoju w którym przyznam szczerze jestem pierwszy raz od przeprowadzki.
Dwie równoległe sobie ściany pokrywała niebieska farba, zaś pozostałe dwie były pomalowane na szaro. Pod oknem stało ogromne biurko z ciemnego drewna na którym były porozwalane jakieś papiery. Na przeciwko biurka stało niewielkie dwuosobowe łóżko z czarną jak smoła pościelą. Na samym środku pomieszczenia leżał ogromny szary puchowy dywan, to właśnie na nim znajdował się fotel na którym teraz siedziałam. Pomieszczenie było małe, nie znajdowało się tu również dużo mebli, ale było dość przytulnie.
Oczywiście na tyle przytulnie na ile może być sypialnia mordercy.
Blondyn schował telefon do kieszeni dając mi tym samym sygnał, że zakończył rozmowę. Usiadł na łóżku i spojrzał na mnie podpierając się na kolanach.
 - Więc, słyszałem, że nieźli ci wczoraj poszło.- odezwał się jako pierwszy, a wraz z wypowiedzianym zdaniem jego brwi uniosły się lekko do góry. Uśmiechnęłam się do niego zadowolona i skinęłam głową.
 - Sądzę, że tak.- odpowiedziałam i poprawiłam się na fotelu.- Dałam mu swój numer telefonu i powiedział, że zadzwoni.
 - Dzwonił już?- zapytał z jeszcze większym zaciekawieniem a na jego ustach błąkał się lekki uśmiech.
 - Spokojnie.- zaśmiałam się.- Impreza była dopiero wczoraj, nie tak szybko Aaron.
 - Wolałbym mieć to już za sobą.
 - Ja też, ale bez tego nie byłoby zabawy, prawda?- zapytałam znacząco poruszając brwiami na co chłopak wybuchnął śmiechem.
 - Mam tylko nadzieję Grace, że z tej gry nie będzie żadnych dzieci.- puścił mi oczko na co kopnęłam go w kolano.
 - Dobra możesz już iść, nie będę cię tu dłużej trzymał.- powiedział i wstał ze swojego zajmowanego dosłownie przed chwilą miejsca. Ruszył w kierunku biurka, a ja wstałam i skierowałam się do drzwi.
 - Aha, Grace. Jeszcze jedno pytanie, jak wam poszło z Billy'im?- zatrzymałam się wraz z ręką na klamce, a w mojej głowie pojawił się po raz kolejny obraz dziewczyny oraz jej słowa "Życzę wam, żebyście spłonęli w piekle". 
Potrząsnęłam szybko głową i odwróciłam się w stronę blondyna posyłając mu lekki uśmiech.
 - Załatwiony.- i jego córka też- dodała moja podświadomość, ale te słowa nie wypłynęły z moich ust.
 - To dobrze.- kiwnął głową i otworzył klapę swojego laptopa. Wyszłam z pokoju uprzednio zamykając za sobą drzwi i ruszyłam w stronę kuchni, gdzie byłam pewna, że znajdę Cody'iego.
Moje przypuszczenia tylko się przypuściły gdy zauważyłam jego szanowny tyłek wystający z lodówki.
 - Dlaczego tutaj nie ma nic do zjedzenia?!- jękną i zamknął z trzaskiem drzwiczki lodówki.
 - Może dlatego, że wszystko już zjadłeś?- zadałam retoryczne pytanie i chwyciłam butelkę wody niegazowanej z blatu.
Przyłożyłam szyjkę butelki do ust z zamiarem napicia się, ale niestety woda zamiast w moich ustach znalazła się na mojej koszulce, ponieważ ktoś - Iwo - przez przypadek - to nie był przypadek - szturchnął mnie - popchnął - przez co woda wypadła mi z dłoni.
Podniosłam do góry rozgniewany wzrok z zamiarem nawrzeszczenia na niego jakim jest dupkiem, ale zdążyłam zauważyć tylko jego plecy gdy wbiegał do salonu.
 - Mecz! Zaraz zacznie się mecz!- zawołał z salon, a na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech ponieważ cóż, to był dobry moment na zemstę.
Zabrałam kolejną butelkę wody i ruszyłam do salonu posyłając rozbawione spojrzenie Cody'iemu na co ten ruszył ciekawy za mną.
Skoro Iwo oglądał jakiś mega ważny mecz to dlaczego nie można mu trochę "niechcący" poprzeszkadzać?
Stanęłam jak na złość na środku salonu, idealnie zasłaniając moim ciałem telewizor.
 - Co oglądasz?- uśmiechnęłam się szeroko i puściłam oczko Jonson'owi, a ten już wiedział co się szykuje więc spokojnie oparł się o framugę drzwi i czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
 - Mecz do cholery! Przesuń swój szanowny tyłek w bok Winslet.- warknął, a ja postanowiłam usiąść obok niego i dyskretnie zabrałam mu pilot tak aby się nie zorientował.
Czekałam cholerne siedemdziesiąt minut, oglądając ten cholerny mecz, żeby się zemścić, ale było warto. Po tych siedemdziesięciu minutach wywnioskowałam, że gracze w czerwonych koszulkach to jego faworyci, więc gdy wynik meczu wciąż wskazywał 0:0 a jeden z zawodników w czerwonej koszulce zaczął zbliżać się do bramki i kopnął piłkę, która była zaledwie centymetry od bramki- wyłączyłam telewizor.
Iwo wyprostował się nagle i szybko podskoczył do telewizora.
 - Nie, nie, nie, proszę nie. Nie rób mi tego! Muszę to zobaczyć!- zaczął oglądać urządzenie z wszystkich stron, a ja już nie wytrzymałam i wybuchnęłam głośnym śmiechem. Brunet automatycznie obrócił głowę w moją stronę i od razu dostrzegł w mojej ręce pilota. Jego oczy rozszerzyły się gdy dotarło do niego to co właśnie się wydarzyło.
 - Pięć sekund.- powiedział podnosząc się z miejsca.- Masz pięć sekund na ucieczkę Winslet.
 - Nie będę się z tobą bawić w ganianego chłopczyku.- odparłam i wygodnie rozłożyłam się na kanapie.
 - Pięć. - zaczął odliczać. -  Cztery, radzę ci uciekać. - jego twarz nie wyrażała, żadnych emocji, a mi jeszcze bardziej chciało się śmiać. Spojrzałam do tyłu gdzie Cody praktycznie leżał dusząc się ze śmiechu.
 - Trzy. - powiedział, a ja ostatni raz spojrzałam za siebie. - Dwa.- podniosłam się z miejsca rzucając się do schodów.
 - Jeden!- usłyszałam głos chłopaka kiedy byłam w połowie schodów. Wbiegłam szybko na piętro kierując się do swojego pokoju, który jak na złość znajdował się na końcu korytarza. Iwo, który biegł za mną w pewnym momencie przewrócił wazon, który stał w rogu na stoliku obok schodów, a brązowe drzwi tuż przede mną nagle się otworzyły powodując tymczasowe stracenie równowagi, ale w ostatnim momencie udało mi się ją utrzymać.
Aaron spojrzał na mnie, a potem na bruneta, który siedział na ziemi jak sierotka Marysia i zbierał kawałki po potłuczonym przedmiocie.
 - Co do cholery...- McKinley zaczął, ale ja wykorzystując chwilową niezdolność Iwo wbiegłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz uniemożliwiając przy okazji wejście do niego komukolwiek z zewnątrz.
 - Kiedyś wreszcie wyjdziesz ze swojej nory Winslet i w tedy pamiętaj! Będę na ciebie czekał!- usłyszałam stłumiony głos przez zamknięte drzwi.
 - Marzysz Collins! Lepiej przygotuj swoje paznokietki by zdrapywać farbę z ścian w moim pokoju!- zawołałam podchodząc do okna. Zamknęłam je i zasunęłam zasłonę co sprawiło, że pokój pogrążył się w ciemności. Zapaliłam światło od lampki nocnej i włączyłam laptopa.
 - Pieprz się Grace! Kiedyś cię dopadnę!- usłyszałam jeszcze zza drzwi na co wybuchnęłam śmiechem.

~*~

Poprawiłam się lekko na łóżku przysuwając bliżej siebie miskę z popcornem. Było grubo po północy i wraz z Cody'im postanowiliśmy obejrzeć film. Chcieliśmy, żeby odbyło się to w spokoju więc biorą pod uwagę wszystkie za i przeciw zdecydowaliśmy równo głośnie, że nie będziemy się narażać w salonie na "mściwego" Iwo dlatego skończyliśmy u mnie w pokoju z laptopem na moich kolanach i gównianą jakością.
Zdecydowaliśmy - tak naprawdę Cody się uparł, ale pomińmy to - że zobaczymy jeszcze raz pierwszy sezon Supernatural.
Byliśmy na siódmym odcinku kiedy odezwał się mój telefon, chłopak zatrzymał na chwilę odtwarzanie, a ja zapaliłam główne światło by szybciej znaleźć urządzenie, ale zaraz tego pożałowałam gdyż moje oczy, które od dłuższego czasu były przyzwyczajone do ciemności nieco na tym ucierpiały.
Odnalazłam wreszcie telefon odblokowałam go by przeczytać wiadomość, ale gdy tylko zobaczyłam nadawcę na moich ustach pojawił się uśmiech. Podniosłam głowę do góry by zobaczyć, że brunet w zaciekawieniu marszczy brwi.
 - Rybka połknęła haczyk.- odezwałam się i jeszcze raz spojrzałam na ekran by przeczytać wiadomość.

Pamiętasz mnie jeszcze? Co ty na to, żebyśmy gdzieś wyskoczyli jutro? 
Calum x

____________________________________________

No i mamy drugi rozdział! Jak wrażenia? Cóż poznaliście naszą Grace bardziej od tej "złej" strony! Ale czy znowu takiej złej?
Wiem, że rozdział krótszy niż poprzedni, ale wszystko co chciałam tu zamieść to jest i tak jakoś wyszło xd
Czekam na wasze komentarze! xx

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 01

Kopnęłam jedno z wielu pudeł walających się po moim nowym pokoju pod łóżko. Rozejrzałam się dookoła ze wstrętem gdyż na ścianach widniał ohydny różowy kolor, a reszta dekoracji w tym pomieszczeniu wyglądała jakby puścił na nie pawia jednorożec.
Całe stado jednorożców.
Dobra, rozumiem jestem najmłodsza z nas wszystkich, ale dlaczego nie miałam prawa wyboru pokoju? To zdecydowanie dyskryminacja. Przysięgam, że jeśli, któryś z chłopaków nie przemaluje tego pokoju to osobiście go tu zamknę i będzie siedział w tym pomieszczeniu tak długo dopóki nie zdrapie tej zasranej farby.
Podniosłam jedno z większych pudeł i wysypałam jego zawartość na łóżko, po czym zaczęłam wrzucać całe te gówno co nastolatki potocznie zwą "dekoracjami" do środka.
 - No nieźle Winslet. Nie jesteś tu nawet pięć minut, a już zrobiłaś burdel.- usłyszałam za sobą głos Iwo. Odwróciłam się przodem do bruneta by zobaczyć, że opiera się o framugę drzwi uważnie mi się przyglądając. W jego ustach jak zwykle znajduje się papieros marki Mallboro. Dym rozprzestrzenił się po całym pomieszczeniu niosąc w parze ze sobą swój zapach. Powoli zaczął już drażnić mój nos, ale niestety jedynym sposobem na powstrzymanie tego było zabicie bruneta, a tego nie mogłam zrobić. Albo mogłam?
Iwo zdecydowanie był nałogowym palaczem, ten facet nie wytrzymałby bez fajek dziesięciu minut.
Na początku naszej znajomości strasznie mnie to denerwowało i irytowało, ten koleś myślał, że może robić co chce i gdzie chce bez żadnych konsekwencji i mimo, że uchodziło mu to płazem to postanowiłam coś z tym zrobić. Cóż obecna sytuacja chyba powinna wam powiedzieć, że nic nie wskórałam, a jedyne co mogłam zrobić to pogodzić się z tym. Po tym wszystkim nauczyłam się jednego:
Tolerujesz Iwo- tolerujesz fajki i na tym opiera się cała filozofia.
 - Burdel to ja ci zrobię na twarzy jeśli ten różowy kolor nie zniknie z tych ścian w mniej niż godzinę.- warknęłam i odwróciłam się by wrzucić resztę świecących i brokatowych rzeczy do pudełka i pozbyć się go jak najszybciej.
 - Myślałem, że lubisz różowy.- wydął wargi, ale gdy tylko zobaczył moją miną przestał i kontynuował.- Nie moja wina, że Aaron kupił jakiś zasrany dom po ludziach, którzy mają pięcioletnie dziecko. Wiesz, że w moim pokoju nadepnąłem na cholerny klocek Lego? To nie było przyjemnie.- mruknął wypuszczając szary dym ze swoich ust. Westchnęłam głośno i wcisnęłam mu w ręce pudełko.
 - Po cholerę mi to?
 - Pozbądź się tego. Nie wiem wyrzuć, spal cokolwiek. Po prostu weź to stąd.- wypchnęłam go na korytarz i zamknęłam drzwi. Odwróciłam się by jeszcze raz spojrzeć na teraz już mój pokój.
Zdecydowanie nienawidzę różowego.

~*~

Siedziałam w salonie na jednym z białych foteli obserwując chodzącego tam i z powrotem Aarona, który zamaszyście gestykulował przy okazji mówiąc nam wszystko czego dowiedział się Cody o naszych nowych "przyjaciołach".
Byliśmy nowym gangiem w Sydney, ale niestety nie jedynym. Przeprowadzając się tutaj wiedzieliśmy, że będziemy musieli zawalczyć o władzę, a z tego co opowiadał McKinley nie będzie aż tak łatwo jak się na początku wydawało. Są dobrzy.
Cholernie dobrzy.
 - Jest ich pięciu, tak jak nas. W ich skład wchodzi niejaki Calum Hood, Luke Hemmings, Ashton Irwin, Michael Clifford i Megan Hill.
 - Zaraz.- przerwał mu Iwo przy okazji zwracając uwagę całej naszej czwórki na siebie.- Megan? Czyli mają jakąś laskę? Jest gorąca?
 - Iwo.- odpowiedział groźnie Aaron, ale jak widać na tym idiocie nie zrobiło to żadnego wrażenia. Zaraz się zacznie.
 - Blondynka czy brunetka? Ma długie nogi czy...
 - Collins! Zrób przysługę nam wszystkim i chociaż raz zamknij się i nie odzywaj przez pięć minut. Skup się do cholery człowieku!- blondyn rzucił na stolik plik kartek, które trzymał w ręku i ścisnął palcami czubek swojego nosa.
Gdzie mój popcorn?
 - Dobra, możecie już iść, na razie to wszystko. Grace, ty zostań na chwilę.- prześledził wzrokiem całą trójkę, która posłusznie wstała. Cody potarł delikatnie moje ramię, życząc mi tym gestem powodzenia i opuścił pomieszczenie zaraz po Iwo i Rebecca'e. Przełknęłam głośno ślinę. Chyba jednak odpuszczę sobie ten popcorn.
 - Posłuchaj Grace.- zaczął i usiadł na stoliku na przeciwko mnie.- Oni są dobrzy, ale my jesteśmy lepsi. Wyrządzimy im takie piekło o którym nie śnili nawet w najgorszych koszmarach, ale jest jeden problem. To co zdobył na ich temat Cody to jest po prostu nic. Potrzebujemy więcej informacji.- spojrzał na mnie, a ja nachyliłam się bliżej niego opierając łokcie na kolanach.
 - A co ja mam z tym wspólnego?
 - Potrzebujemy osoby, która wejdzie w ich szeregi. Niepostrzeganie. Osobę, która wygląda tak niewinnie, że wszyscy myślą, że w wolnym czasie opiekuje się staruszkami i pomaga w schronisku, a nie zabija ludzi z uśmiechem na twarzy.- spojrzał na mnie unosząc wysoko brwi, na co ja swoje zmarszczyłam. Okay, wciąż nie kumam.
Aaron podał mi zdjęcie jednego z nich, jak dobrze zapamiętałam nazywał się Calum i dowodził pozostałą czwórką.
 - Calum Hood.- chłopak potwierdził moje przypuszczenia, po czym kontynuował.- Na mieście było dość głośno, że tutejszy gang zjawi się na jednej z dzisiejszych imprez, a my to wykorzystamy. Plan jest taki. Pójdziesz na tą imprezę razem z Iwo i Cody'im, którzy będą trzymali rękę na pulsie gdyby coś poszło nie tak. Ten brunet jest twoim celem. Podejdziesz, poflirtujesz, cokolwiek co robią dziewczyny. Masz zrobić wszystko, żeby ten naiwniak ci zaufał i wpuścił do swojego świata. Do swoich tajemnic.- uśmiechnął się szeroko jakby właśnie wymyślił plan godny Nobla* i trzeba przyznać, że naprawdę był jego wart.
 - Calum Hood.- powtórzyłam cicho spoglądając kolejny raz na zdjęcie. Widniał na nim wysoki brunet o czekoladowych oczach, które patrzyły prosto w obiektyw. Mimo, że wiedziałam, że to tylko kawałek kartki to miałam wrażenie jakby przeszywał mnie wzrokiem próbując się dobrać do wszystkich moich tajemnic. Nawet tych najciemniejszych i najgorszych.
Skłamałabym mówiąc, że nie jest przystojny, ale to mój wróg.
A wrogów się zabija.
Chociaż moja twarz nie wyrażała w tym momencie żadnych emocji to w duchu szczerzyłam się jak dziecko, ponieważ cóż, to może być niezła zabawa.

~*~

Na świecie jest tylu wspaniałych aktorów, których podziwiamy na co dzień. Śledzimy każdy ich krok, próbujemy być tacy jak oni- są dla nas wzorem. Chcemy być tak dobrzy w tym co robimy jak oni.
Chcemy być jak oni.
Chcemy być aktorami.
Szkoda tylko, że połowa z tych ludzi nie zauważa, że sami są aktorami- i to lepszymi niż wszyscy znani aktorzy razem wzięci. Codziennie udajemy kogoś kim nie jesteśmy, próbujemy stać się inni. Lepsi.
Teraz trudno gdziekolwiek spotkać człowieka i poznać go od razu takim jaki jest. Poznać jego prawdziwe oblicze, nie to kiedy nosi przed wszystkimi maskę na twarzy, a to, kiedy ją ściąga i jest sobą.
Udawanie, to taki inny rodzaj aktorstwa. Udając, próbujemy zamaskować nasze prawdziwe uczucia, a czy nie o to chodzi w roli aktora? Pokazywać udawaną osobę, udawany charakter i udawane uczucia?
Dlaczego chcemy być tacy jak oni, jak już nimi jesteśmy?
Nasza rasa jest tak dziwnie zaprogramowana, że kłamstwo i udawanie jest w nas od urodzenia. Już od małego dziecka kłamaliśmy, że to nie my zbiliśmy wazon w salonie.
Każdy codziennie odgrywa jakąś rolę przed innymi, która jest godna Oscar'a** i ja miałam teraz swoją rolę do odegrania.
Rolę życia.
Muszę udawać całkowite przeciwieństwo mnie. Grzeczną, miłą, uprzejmą, kochającą dziewczynkę, która nawet by muchy nie skrzywdziła. Muszę być tak cholernie przekonująca i dobra, że nawet Jhonny Depp zazdrościłby mi talentu. Teraz jest moje pięć minut.
Teraz ja jestem aktorką.
Stanęłam przed lustrem w moim pokoju z zamiarem zobaczenia się w kreacji na ten wieczór, którą wybrała dla mnie Rebecca. Z głośników stojących na małej komodzie do których był podłączony mój iPod wydobywały się pierwsze nuty piosenki Centuries, mojego ulubionego zespołu Fall Out Boy. A ja zastanawiałam się przy okazji czy moja kochana koleżanka aby na pewno się nie pomyliła i zamiast sukienki nie podłożył mi bluzki. Ta sukienka - albo raczej kawałek czarnego materiału - dosięgała mi ledwie połowy ud, nie mówiąc już o schylaniu się czy w ogóle poruszaniu.
Nie jestem teraz już taka pewna czy jestem gotowa zobaczyć buty.
Po chyba już milionowej próbie obciągnięcia ją w dół uświadomiłam sobie, że to chyba jednak nie jest jeden z tych rozciągliwych materiałów i wreszcie odpuściłam, podsumowując moją przegraną walkę z materiałem głośnym westchnieniem. Chwyciłam z komody czerwoną szminkę z zamiarem nałożenia jej na usta kiedy do pokoju wszedł Cody.
 - No, no Grace! Nie wiedziałem, że potrafisz wyglądać jak dziewczyna.- zaśmiał się i podszedł w moją stronę dzięki czemu mogłam lepiej się mu przyjrzeć. Ma na sobie zwykły biały T-shirt z dekoltem w serek i czarne rurki, które mocno opinały jego uda. Na nogach widniały czarne Vans'y i jestem prawie pewna, że jak spotkamy po drodze Preston to dostanie niezły ochrzan za chodzenie po domu w butach i robieniu bałaganu, które "ona musi potem sprzątać".
Tak między nami- ona nigdy nie sprząta.
Spojrzałam w kierunku lustra na którego powierzchni odbijałam się ja i brunet. Nigdy nie potrafiłam się na niego napatrzeć. Jest tak cholernie przystojny, że zawsze jak wychodzimy gdzieś to nie potrafi się odkleić od dziewczyn. Z tego powodu Iwo jest zawsze zazdrosny więc potem chodzi cały czas na niego obrażony i tak zazwyczaj kończą się nasze wspólne "wyjścia".
 - Lepiej chodź już na dół bo Iwo cały czas marudzi, że jak tak dalej pójdzie to przegapimy całą imprezę.- puścił mi oczko i wyszedł z pokoju. Podeszłam do łóżka na którym leżała moja torebka z zamiarem włożenia tam mojej broni, ale zorientowałam się, że chyba nie umiałabym wyjaśnić w cywilizowany sposób jakim cudem mam broń gdyby brunet coś przyuważył. Zdecydowałam też, że w sumie torebka nie będzie mi potrzebna i uprzednio wyłączając iPod'a wyszłam z pokoju. Skierowałam się po schodach w dół gdzie stał Aaron i po raz milionowy powtarzał Cody'iemu i Iwo plan działania oraz to co mają zrobić gdyby w razie czego coś poszło nie tak.
Wyminęłam ich nie poświęcając im nawet sekundy mojej uwagi i skierowałam się do holu gdzie czekały na mnie moje nowe przyrządy męczarni.
Jeśli się zastanawiasz to tak, chodziło o nowe buty od Preston.
Założyłam oba obuwia modląc się przy okazji w duchu by nie umrzeć w nich młodą śmiercią i poprawiłam włosy w średniej wielkości lusterku wiszącym na przeciwko mnie.
 - Macie obaj jej pilnować. Słyszałeś Iwo? Idziesz do pracy nie na imprezę.- powiedziała Aaron w stronę chłopaka na co ten zrobił smutną minę.
 - Nie mogę nawet raz zatańczyć?
 - Nie.- odparł McKinley na co ten westchnął zrezygnowany i odwrócił się w moją i Cody'iego stronę, który przed chwilą stanął obok mnie.
 - Żadnego picia, żadnych lasek i żadnego tańczenia. To będzie najgorsza impreza w całym moim życiu.- jękną i otworzył drzwi na oścież.- Będę czekać w samochodzie.- odparł i po chwili zniknął na zewnątrz.
 - To ty z Iwo macie pilnować Grace, ale proszę pilnuj przy okazji też tego idiotę.- blondyn zwrócił się do Jonson'a na co ten pokiwała głową i obiecał mu, że będzie miał na niego oko.
Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się do samochodu w którym czekał już brunet. Cody zajął miejsce z przodu więc mi zostało tylko tylne siedzenie, zresztą jak zwykle.
 - Gotowa?- zapytał chłopak spoglądając na mnie w lusterku na co kiwnęłam głową. Jestem gotowa?
Jak nigdy w życiu.

~*~

Gdy Iwo zaparkował samochód pod klubem wysiedliśmy wszyscy i owiało nas dość zimne powietrze. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, ale przez buzującą w moim ciele adrenalinę nie czułam zimna. Wiedziałam, że muszę dać z siebie wszystko.
Bo cóż, bez pracy i poświęcenia nie ma wygranej prawda?
Weszliśmy całą trójką do klubu i od razu otoczył nas wir spoconych ciał. Z głośników wydobywała się muzyka, która sprawiała, że moje bębenki chciały wybuchnąć, ale jak widać innym to nie przeszkadzało.
Przepchnęliśmy się przez tłum tańczących ludzi, którzy raczej tylko udawali, że potrafią tańczyć bo do jakiegokolwiek tańca było im daleko. Cudem udało nam się znaleźć wolny stolik, który znajdował się w kącie pomieszczenia. Collins oznajmił nam, że mamy tu zaczekać, a on idzie "rozpoznać się w terenie".
 - Jak sądzisz powinienem za nim iść?- zapytał Cody spoglądając podejrzliwie w stronę odchodzącego bruneta.
 - Daj mu jakieś dziesięć minut. Potem możemy dać ogłoszenie do gazety, że ten debli zaginął.- odpowiedziałam na co chłopak się zaśmiał.
Zaczęłam się rozglądać po całym, wypchanym po brzegi pomieszczeniu usiłując coś zobaczyć co - zgadnijcie - było trudne przez te cholerne oświetlenie.
Nagle, w ciągu może nie całej sekundy ludzie zmienili swój "taniec" w leniwe poruszanie się po parkiecie, atmosfera zrobiła się tak gęsta, że mogłoby się ją ciąć nożem, a pewna grupa nastolatków siedząca obok nas nachyliła się ku sobie i zaczęła szeptać.
Ale tak szybko jak to się zaczęło również tak szybko się skończyło, mogłoby się wydawać, że to było jakieś głupie wyobrażenie
Ale nie było. Nasz cel pojawił się na przyjęciu.
Po może nie całych dziesięciu sekundach przed nami jakby znikąd wyrosną Iwo. Na jego ustach widniał szeroki uśmiech, włosy miał bardziej potargane niż przed naszym przybyciem tutaj, a jego usta były opuchnięte. Cóż chyba jednak trzeba było za nim iść.
 - Czas zacząć zabawę dzieciaki, gotowa?- zapytał na co skinęłam głową i podniosłam się z miejsca, ale za nim ruszyłam do naszego nowego celu Iwo zatrzymał mnie, a jego późniejsze słowa udowodniły, że jednak zrobił coś pożytecznego oprócz samego miziania się z jakąś pierwszą lepszą laską.
 - Za konsolą DJ'a są schody, które prowadzą na piętro wyżej. Znajdują się tam typowe miejsca dla ludzi którzy srają kasą, ale sądzę, że jeśli postarasz się Jonson to dostaniesz się na górę, skąd będziesz miał idealny widok na cały klub oraz na to co dzieję się na dole.- puścił oko Cody'iem na co ten zrobił udawaną minę jakby wymiotował, ale i tak po chwili ruszył w skazane przez chłopaka miejsce.- Twój nowy kochanek siedzi teraz przy barze z jednym ze swoich kolegów więc tam właśnie pójdziesz, po paru sekundach usiądę trochę dalej przy barze, ale dzięki temu również będę mógł w razie czego mieć cię na oku.- powiedział i poklepał mnie po ramieniu życząc przy okazji powodzenia. Ruszyłam w stronę baru kiedy poczułam, że ktoś - znowu - złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę. Tym kimś - znowu - był Collins.
 - Jesteś w klubie, więc powinnaś wyglądać jakbyś dopiero co skończyła tańczyć złotko.- powiedział i potargał lekko moje włosy.
 - Mam wyglądać jakbym tańczyła czy jakbym dopiero co uprawiała sex z kimś w toalecie?- zapytałam czując, że moje włosy w cale nie są "lekko potargane". Chłopak wzruszył jedynie ramionami w geście odpowiedzi.
Przygładziłam odrobinę włosy i kiedy wzięłam głęboki oddech ruszyłam przed siebie. Musiałam przedrzeć się przez całą salę i chyba milion spoconych ciał by dotrzeć do baru. Jestem teraz prawie pewna, że moje policzki przybrały różowy odcień co chyba bardziej sprawia, że wyglądałam jakbym "tańczyła". W czym mi ma to do cholery pomóc? Z tego co mi wiadomo to chłopcy nie lubią chyba spoconych lasek. Chyba, że ostatnio coś się zmieniło? Lub po prostu Iwo jest idiotą i ma dziwne fetysze.
Sądzę, że ta druga opcja jest bardziej prawdopodobna. Okay jestem pewna, że to ta druga opcja.
Stanęłam przed barem poszukując wzrokiem bruneta i kiedy wreszcie udało mi się go namierzyć zauważyłam, że jedno miejsce obok niego jest wolne.
Ruszyłam w jego kierunku uważając przy okazji, żeby nie wywrócić się na tych idiotycznie ogromnych szpilkach. Stanęłam obok niego, a jego wzrok od razu padł na moją osobę. Kiedy zajęłam miejsce przy barze kontem oka mogłam zauważyć, że zdążył już zmierzyć mnie wzrokiem od góry do dołu.
1:0 dla mnie.
Uśmiechnęłam się do barmana, który podszedł do mnie, gdy zauważył nowego klienta przy okazji totalnie ignorując Hood'a.
 - Co podać?- zapytał i odwzajemnił mój uśmiech.
 - Poproszę whisky z colą.- odparłam, a kiedy chłopak zabrał się za przyrządzanie napoju odwróciłam lekko głowę w lewo by zauważyć Iwo flirtującego z jakąś laską. Chyba muszę poważnie pogadać z tym chłopakiem na czym polega "mieć na kogoś oko".
 - Proszę, to bę...
 - Ja zapłacę.- usłyszałam głos bruneta, który przerwał zdanie barmanowi, a po moim kręgosłupie przeszedł dreszcz.
Okay czas zacząć swoją rolę.
 - Nie trzeba.- odwróciłam się do niego, uśmiechając niewinnie - oczywiście na tyle niewinnie na ile potrafię - i poprawiłam lekko włosy, które zaczęły opadać mi na oczy.
 - Ale chcę.- odparł i podał barmanowi banknot przy okazji posyłając mu spojrzenie, które mówiło, żeby lepiej spływał. Chłopak oczywiście wiedział z kim rozmawia, więc raczej nie chciał z nim zadzierać i zmył się tak szybko jak się pojawił.
 - Nie widziałem cię tu nigdy.- odparł po chwili przyglądając mi się podejrzanie.
 - Przeprowadziłam się tu niedawno z koleżanką.- skłamałam na co podejrzliwe zmarszczył brwi. Dobra może jednak nie będzie tak łatwo jak myślałam.
 - To miasto to chyba nie najlepsze miejsce na przeprowadzkę.- powiedział i wziął łyka swojego piwa, które stało przed nim już do połowy puste.
 - Lubimy wyzwania.- odpowiedziałam. Złapałam moją szklankę z napojem wysokoprocentowym i wzięłam jednego łyka.
 - Jak się nazywasz?- zapytałam zmieniając temat i mając cichą nadzieję, że nie weźmie mnie za pustą i napaloną idiotkę, ale on tylko się uśmiechnął.
 - Calum, a ty?
 - Grace.
 - Miło cię poznać, Grace.

TIME TO STRAT THE GAME.

*Nagroda Nobla- wyróżnienie przyznawane za wybitne osiągnięcia naukowe, literackie lub zasługi dla społeczeństw i ludzkości, ustanowione ostatnią wolą fundatora, szwedzkiego przemysłowca i wynalazcy dynamitu – Alfreda Nobla. (przyp. wikipedia)
**Oscar- Nagroda Akademii Filmowej - coroczna nagroda przyznawana przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej (Academy of Motion Picture Arts and Sciences) w dziedzinie filmu. (przyp. wikipedia)

____________________________________________

No i mamy pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że wam się spodobał i zostawicie po sobie komentarz :)

wtorek, 7 lipca 2015

Prolog

Kłamstwo
Jedno słowo, dwie sylaby, osiem liter i moc niszczenia wszystkiego.

Nikt z nas nie lubi kłamstwa, ale również - och ironio - każdy z nas go używa codziennie.
Gdyby można było określić kolory słów, kłamstwo na pewno miałoby kolor czarny. Głęboką pochłaniającą wszystko i niszczącą czerń.
Mrok, który pochłania nas w całości.
Niektórzy nie potrafią odgonić się od niego i żyją w nim całe swoje życie.
Czy to nie jest przerażające, że nam, ludziom, kłamanie przychodzi z taką łatwością? Gdzie nie spojrzymy otacza nas kłamstwo, od tych najmniejszych do tych ogromnych.
Wszędzie są rozgłaszane uzależnienia od dopalaczy, alkoholu czy papierosów, a uzależnienie od kłamstwa? 
Dla niektórych jest ono jak narkotyk.
Gdy spróbujemy go tylko odrobinę chcemy więcej, zatracamy się w nim bez pamięci, a budzimy za późno. Plątamy się w swoim przepełnionym kłamstwem życiu, aż wreszcie sami nie potrafimy zdać sobie sprawy co tak na prawdę jest prawdą, a co nie.
Jestem jedną z tych osób.
Nazywam się Grace Winslet.
Sama zaplątałam się w sieć kłamstw.
Chciałabym opowiedzieć wam jak mnie dopadł mrok, z którego niestety nie zdołałam się wydostać.

____________________________________________

Okay, więc jest i prolog! Mam nadzieję, że wam się spodobał, oraz zainteresował. No i oczywiście mam nadzieję, że zostaniecie ze mną dłużej!
Jeśli chcielibyście się więcej dowiedzieć na temat fabuły z boku jest zakładka "Opis" do której serdecznie zapraszam, jak i do obejrzenia zwiastuna (również mojego autorstwa):


A jeśli ktoś z was chciałby być informowany o nowych rozdziałach to zapraszam do zakładki "Informowani" :) Pierwszy rozdział pojawi się w piątek (10.07)